wtorek, 20 sierpnia 2013

CRUCIANI



































Jakiś czas temu dodałem zdjęcia z bransoletkami CRUCIANI, wielu z Was pisało mi wiadomości, że są świetne, dlatego postanowiłem zrobić mały konkurs i rozdać Wam osiem bransoletek. Zasady są bardzo proste, wystarczy dodać komentarz pod tym postem ze swoim imieniem, mailem oraz napisać jaka była Wasza najśmieszniejsza, najstraszniejsza, albo najciekawsza historia z wakacji. :)))

Macie czas do czwartku do końca dnia^^ czas start! :)

Zwycięzców wybrałem losowo, przeczytałem wszystkie historie i nie mogę kwestionować która była bardziej straszna lub bardziej śmieszna, wiele mnie rozbawiło! Miłej soboty :*

WYNIKI KONKURSU:

1. Jacob jacobmanhattan0@gmail.com
2. Wiktor  migdalski.w@gmail.com
3. Asia Matysiak  asiaklin@gmail.com
4. Karolina, kakakika10@wp.pl
5. Mateusz  meti37@o2.pl
6. Kinga kingam125@wp.pl
7. Ariel arielmrowinski@gmail.com
8. Konrad Konrad174@op.pl

:))

158 komentarzy:

  1. Emil, egrygiel675@gmail.com

    moją najciekawszą historią z tych wakacji było więzienie mnie i innych koleżanek przez jedną z nich. zamknęła nas w piwnicy chowając kluczyk do kieszeni. każdy myślał, że do domu wszedł złodziej i zamknął nas po czym do niej wejdzie i pozabija! z piwnicy nie było innego wyjścia, prócz garażu, który był zamknięty od drugiej strony. nagle drzwi same się otworzyły, a kluczyk znalazł się na ziemi. po paru minutach koleżanka wytłumaczyła, że to jej sprawka.

    OdpowiedzUsuń
  2. FILIP
    lubisz_f@o2.pl
    Zostawiła mnie dziewczyna :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Mateusz - toygunstar@wp.pl
    Najśmieszniejszą historią z wakacji była zdecydowanie romantyczna randka w ciemno z ... siostrą :(

    OdpowiedzUsuń
  4. FILIP
    lubisz_f@o2.pl
    ZOSTAWIŁA MNIE DZIEWCZYNA ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. Fabian fabian.terlecki@gmail.com

    najstraszniejsza... pojechałem z ekipą pod namioty na 2 tyg. piwko kiełba itp. przytyłem 3,5 kg... toż to szook !

    OdpowiedzUsuń
  6. Kilka tygodni temu zaczęło zbierać się na burzę. Strasznie wiało i zrobiło się pochmurno. Postanowiłem więc, że schowam wszystkie niepotrzebne rzeczy z podwórka do domu, żeby wiatr ich nie porwał. Położyłem wszystko obok schodów i gdy wstawałem, uderzyłem głową o poręcz od schodów. Rozciąłem sobie czoło, wylądowałem na pogotowiu i pamiątkę z wakacji w postaci blizny na czole będę miał już do końca życia. :D

    Michał
    michalt.14@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry Potter haha :D

      Usuń
    2. Wszyscy mi to teraz powtarzają :P

      Usuń
  7. Kasia
    kassia000@wp.pl
    Moj siostrzeniec zamknal mnie na balkonie, a bylam jedyna w domu i przestraszyl mnie maksymalnie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kaja, kukuryku-11@poczta.wp.pl

    niebo stawało się coraz ciemniejsze, chmury coraz bardziej gęste, nastał półmrok. burza zbliżała się w zastraszającym tempie. jednak centrum miasta nadal tętniło życiem. z nieba zaczęły spadać krople. najpierw powoli, później coraz szybciej. opady zaczynały być coraz bardziej obfite. piorun uderzył w jeden z dachów budynku, odbił się od niego i uderzył w drzewo, pod którym stałam. pojawił się ogień, a złamana gałąź spadłaby na moją głowę, jednak zdążyłam uciec. nagle otworzyłam oczy. to był tylko zły sen. jednak wciąż słyszałam przeraźliwe uderzenie pioruna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ariel
    arielmrowinski@gmail.com

    Zostałem ponownie Tatusiem - nic piękniejszego nie mogło sie wydarzyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kamil
    wowek96@gmail.com
    Razem ze znajomymi wynajeliśmy domek nad jeziorem.
    Mój znajomy, który chciał zaimponować swojej dziewczynie wskakiwał do wody. Zaraz potem chciał przepłynąć pod pomostem i jakimś trafem zahaczył tylnymi partiami ciała o pomost, które rozerwały jego bermudy. Biedny przez 15 minut nie wiedział jak ma wyjść z wody, śmialiśmy się z tego do końca dnia tym bardziej, że ratownik kazał mu wyjść z wody przez jego dziwne zachowanie bo myślał, że jest pijany, a on po prostu nie wiedział jak ma wyjść z wody niezauważonym : >

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem Weronika :)
    weraindisneyland@gmail.com

    Te wakacje spędziłam na obozie w Bułgarii. Pogoda była cudowna. Słońce świeciło mocno, a woda była w morzu gorąca. Kiedy po całym dniu spędzonym aktywnie na plaży i mieście, cała moja grupa przyjaciół z obozu spotykała się na wielkim tarasie przy hotelu było wiadomo, że jak każdego dnia będziemy się dobrze bawić do późnej nocy. Rozłożyliśmy, jak zwykle kilka zestawów do gry w pokera. Z początku tylko sie przypatrywałam, bo nie umiałam totalnie grać w karty, ale po kilku kolejkach załapałam o co chodzi. Włączyłam się do gry. I tak po kilku godzinach, w drzwiach tarasu pojawili się nasi znajomi z Panem z obsługi hotelowej, który w rękach trzymał alkohol, papierosy i kluczyki z samochodu. Nie ukrywam, że nie wiedziałam o co chodzi, a wysoki Nieznajomy z recepcji wyglądał na lekko wstawionego. Zaczął wymachiwać rękami i krzyczeć po bułgarsku, że chce z nami zagrać i że to wszystko co ma może obstawić. Oczywiście na poczatku nikt nie wiedział do końca o co chodzi, ale po chwili zastanowienia wyjaśniliśmy mu, że gramy tylko na żetony i dla zabawy. Zawiedziony Pan musiał się niestety z nami pożegnać, ale widać było, że naprawde gotów byłby obstawić nawet samochód! Mieliśmy z tego ubaw po pachy przez reszte obozu! :)
    taka to moja historia z tych wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że się w tej gorącej wodzie nie popatrzyłaś! :P

      Usuń
  12. Bartek
    bartek34592@gmail.com
    Najciekawszą przygodą jaka przytrafiła mi się podczas wakacji to zdecydowanie koncert Florence and the Machine na Coke Live Music Festival i towarzyszące koncertowi akcje. Widok obrokaconych ludzi z wiankami był przepiękny. Sam też byłem cały w brokacie a Florence z maszyną miałem na wyciągnięcie ręki ponieważ w dzikim biegu upolowałem barierki. Poznałem 'wuchtę' świetnych ludzi.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. JACOB
    jacobmanhattan0@gmail.com
    Chyba jedną z najśmieszniejszych i zarazem najstraszniejszych historią z tegorocznych wakacji było pomylenie pociągu w drodze nad morze, niby błahostka, ale ten incydent skrócił mój pobyt nad polskim wybrzeżem o 2 dni, na szczęście wszystko dobrze się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ola
    prusinskaola@gmail.com
    Podczas tych wakacji podjęłam wiele ważnych decyzji. Między innymi zrezygnowałam z mojej wielkiej miłości, ale zyskałam na szczęście o wiele więcej, np. przywrócony czas na spędzanie go z końmi~MOJĄ NAJWIĘKSZĄ MIŁOŚCIĄ

    OdpowiedzUsuń
  15. Aleksandra, lszulewa@gmail.com
    Najśmieszniejszą historią jest moja wizyta w sklepie z małą dziewczynką.. Dziecko było strasznie rozpieszczone i chciało wszystko mieć, gdy robiłam zakupy ona do mnie podchodzi w ręku z prezerwatywami i mówi,że to chce, ludzie się na mnie patrzyli jak na jakąś nienormalną,i dlatego nie lubie małych dzieci, masakra :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Najstraszniejsza historia wydarzyła sie dwa lata temu w Barcelonie kiedy poklocilem sie z przyjaciółmi na nocnej imprezie na plazy. Postanowiłem wtedy pieszo wrocic do hotelu, na złość wszystkiemu, nie taxi. No i to był błąd. Po drodze zaczepiły mnie dwa razy "kobiety lekkich obyczajów" aby zaproponować mi spędzenie wspólnie czasu. Dyplomatycznie i przeklenstwami udało mi sie im podziękować a następnie je zgubić. Po czym sam sie zgubiłem w uliczkach Barcelony, o 3 nad ranem....zły na siebie szedlem dalej, ale dalej było jeszcze gorzej. Trafiłem na ulice z gejowskimi klubami.....w takim kraju jak Hiszpania dość łatwo zwrócić uwagę na blondyna z niebieskimi oczami.... Zaczęto na mnie gwizdać i wołać " hola Chico", " do u need help" " go party with Us"..... Dramat......ale to chyba pomogło mi w koncentracji i szybko znalazłem swój hotel....w którym czekali juz moim przyjaciele.
    Leszek llewandowicz@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Filip, kosarename@wp.pl

    w dość upalny dzień postanowiłem wybrać się na kajaki ze znajomymi (rekreacyjnie), kiedy wyplywalismy nad jezioro bylo super - sloneczko swiecilo i nic nie zapowiadalo sie na "cos" innego, ale JEDNAK -,- plywamy sobie, eja, super fajnie, cykamy foty na srodku wielkiego jeziora.. i co ? deszcz, burza i az z wrazenia, kiedy chcialem podniesc wioslo, upuscilem je do wody XD no i jakos dozylismy, doplynelismy razem, adrenalina robila swoje.
    PS. ja wioslowalem rękoma :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Karolina
    karolina-wiatrowska@o2.pl

    Tak się składa, że owa sytuacja miała miejsce 2 dni temu na 'festynie'. Wyszło, że przegrałam zakład z kumpelą i miała wymyślić mi zadanie. Jako, że koleżanka jest totalnie zakręconą osobą mogłam spodziewać się najgorszego. Tak więc wskazała na jednego z chłopaków, który stał z grupce ze znajomymi i jak mniemam ze swoją dziewczyną...i kazała podejść, pocałować go w policzek i powiedzieć 'kochanie, przepraszam, że nie oddzwoniłam, ale pakowałam się na nasz jutrzejszy wyjazd.' Jako, że byłam trochę, ale tylko trooooooooszkę na fazie więc podeszłam i wykonałam zadanie. Wyobraź sobie minę i zdziwienie wszystkich..szczególnie jego dziewczyny, która uderzyła go w twarz, a ja zwiałam z kumpelą śmiejąc się jak totalne idiotki! Biedny chłopak...;< mam nadzieję, że zrozumieli, że to był tylko żart ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dawid
    dawid.brzoska1@gmail.com

    Podczas ostatnich wakacji wpadłem do fontanny w centrum Paryża :) Było...mokro haha i wesoło

    OdpowiedzUsuń
  20. Kacper
    kacper.zook@gmail.com

    dość żenująca ale w pewnym sensie jednak zabawna historia przytrafiła mi się w te wakacje,

    w skrócie- wyśmiałem pewną nazwę w towarzystwie osób, które akurat miały tak na nazwisko o czym kompletnie nie wiedziałem a nawet bym nie przypuszczał że można się tak nazywać...

    jaka to nazwa niestety nie powiem, gdyż wypadałoby już zachować resztki przyzwoitości z mojej strony ;p

    OdpowiedzUsuń
  21. Ola, olcia878787@o2.pl,

    Razem z koleżankami wybrałyśmy się na szalony imprezowy weekend do polskiej Ibizy - Mielna. I na tym się skończyło. W klubach konkurencja konkurencji podkładała świnię w postaci śmierdzącego "Dzika". Jak się okazało był to płyn odstraszający dziki, co skutkowało całkowitym opustoszeniem lokali z powodu fetoru. A nasze wszystkie ciuchy, buty przeszły tym smrodem, na tyle, że nie dało się tego wyprać i buty poszły na straty, i po imprezie :( Teraz wspominamy to ze śmiechem, ale wcześniej tak wesoło nie było :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Mateusz/Tonmateusz@onet.pl

    Najzabawniejsze historie są kiedy ktoś coś sobie robi ... Byłem w tym roku na Bułgarii moja koleżanka Ola wychodziła z kamerą aby nagrac kolege jak pływa przy wyjsciu był barek i było cos rozlane ona tego nie zauważyła i wywaliła sie przed barem gdzie ludzie wokół zamawiali drinki.Nagle cały hotel zaczoł z niej ostra beke cisnac włacznie ze mna a ona zdezorjetowana wstała szybko i podeszła do mnie mówiac przez lekki smiech "Mati wypierdoliłam sie... ale ja byłam z kamerą" haahaha najlebsze jest to ze kamera nagrała jej upadek

    OdpowiedzUsuń
  23. Małgosia gosia.zieba@op.pl
    Najstraszniejszą przygoda moich wakacji była praca na rzeźni w Holandii...zdecydowanie nie polecam ... :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Magdalena
    madziorek.l@wp.pl

    Kilka lat temu bedac na obozie, biegalam po lace, pozlizgnelam sie na...krowiej kupce i upadlam twarza w drugi krowi placek...Wszyscy lacznie z nauczycielami mieli ubaw po pachy :-D:-D

    OdpowiedzUsuń
  25. Małgosia gosia.zieba@op.pl
    Najstraszniejszą przygodą moich wakacji była praca na rzeźni...nie polecam :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Kinga, kingaloszynska@onet.pl
    Podczas tegorocznych wakacji wydarzyło się dużo ciekawych historii. Jedna z nich miała miejsce, gdy była na wakacjach w Egipcie wraz z rodzicami. Jeden z lokalnych kelnerów wyraźnie był mną zainteresowany i bez większych wahań podszedł do mojego taty z pytaniem, czy mój tata chciał by mnie oddać za 12 wielbłądów i 4 konie ? Moje zdziwienie było ogromne, także reakcja mojego taty, który z szyderczym uśmiechem na twarzy powiedział '' okej, haha '' :) Na moje szczęście wróciłam szczęśliwie do domu bez dodatkowych zwierzątek i kelnerów :p

    OdpowiedzUsuń
  27. Małgosia gosia.zieba@op.pl
    Najstraszniejszą przygoda moich wakacji była praca na rzeźni w Holandii...zdecydowanie nie polecam ... :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Najśmieszniejszą historią która mi się kiedykolwiek przydarzyła na wyjeździe była pewna impreza na Costa Brava. Mianowicie klub wyglądał bardzo ciekawie i zachęcająco ale atmosfera i muzyka była tak denna że pozostało nam ze znajomymi siedzieć w wyciszonej strefie VIP. Zważywszy na późną godzinę i parę wypitych drinków przysnęłyśmy z koleżanką na fotelach. Obudzili nas dopiero ochroniarze (przy akompaniamencie śmiechu niebiańsko rozbawionych kolegów) potrząsając nas za ramiona i dopytując po hiszpańsku czy wszystko w porządku. Miny miałyśmy podobno przerażone ale po szybkiej zmianie klubu wspomnianej koleżance szybko udało się nas rozweselić. Jakiś upity Hiszpan w tańcu złapał ją za piersi po czym szybko został obezwładniony idealnym ciosem w nos obandażowaną piąstką (przed wyjazdem dość mocno oparzyła sobie rękę). Wywołało się niemałe poruszenie, ale opuszczając imprezę stwierdziliśmy że więcej już nie zawitamy w tym mieście do żadnego klubu i bawilismy się tylko w oddalonym o paręnaście kilometrów Lloret de Mar :)

    Kasia
    katarzynakwarciany@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Filip
    grabosz.filip@gmail.com

    Dosyć śmieszną historię miałem gdzieś tak pod koniec lipca. Wybrałem się z kolegą (który pochodzi z Francji i dogadujemy się tylko po angielsku) do kina na film. Gdy już minęły dwudziestominutowe reklamy zorientowałem się, że film jest z polskim dubbingiem. Cholibka. Musiałem przez sto ileś minut tłumaczyć kumplowi z polskiego na angielskim. Oczywiście w tych bardziej oczywistych momentach można było coś zrozumieć, ale dzięki temu powtórzyłem trochę angielski przed nowym rokiem szkolnym :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Wera.
    lagrenna@gmail.com

    Rok temu spędzając wakacje nad polskim morzem w Mielnie przydarzyła mi się ciekawa, a zarazem śmieszna historia, z której śmieje się do teraz gdy o niej wspominam. Siedziałam na plaży, czekając na zachód słońca i patrzyłam na młodych ludzi robiących sobie zdjęcia. Kiedy jeden chłopak nagle do mnie podszedł i powiedział: "Hej, wpadłaś mi w oko. Zrobisz sobie ze mną zdjęcie?" i rzucił słodkie spojrzenie. Ja nie wiedziałam co mam zrobić, usmiechając się, poszłam razem z nim na brzeg morza. Jego przyjaciele śmiali się i ustawiali aparat na statywie. Po chwili robienia zdjęć, przedstawił się i zapytał jak mam na imie i ile mam lat. Jakie bylo jego zdziwienie, kiedy powiedziałam, że 15! A on był starszy o 7 lat! :D Myślał, że mam z 18! :) ale po chwili zastanowienia, stwierdził, że warto dla mnie czekać. niestety od tamtego dnia nigdy więcej się nie widzielismy. :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Paweł
    pawel.kolodziejski1@gmail.com
    Najstraszniejsza historia podczas wakacji przytrafiła mi się w zeszłym roku w Bułgarii. Wyjechałem na obóz studencki z przyjaciółmi i pech chciał, że w drodze zaczęła rosnąć mi ósemka więc 24godziny w autokarze i pierwszy dzień byłem na prochach przeciwbólowych. Nie było w tym jeszcze nic strasznego ale gdy przyjechaliśmy na miejsce ustalony został wieczór zapoznawczy przy winie na plaży, nie chciałem pić ale przyjaciele nalegali i mówili, że oni pili gdy brali antybiotyki a to tylko leki przeciwbólowe... niestety ich posłuchałem. Kiedy po winie na plaży poszliśmy na imprezę zaczęły swędzieć mnie ręce, zobaczyłem, że mam pokrzywkę po pół godziny byłem cały spuchnięty, nawet język nie mieścił mi się w ustach. Szybko wróciliśmy do hotelu wezwaliśmy lekarza, który dał mi zastrzyk przeciw alergiczny. Całe szczęście wszystko dobrze się skończyło ale przez kolejne 2 dni wyglądałem jak po botoksie. Morał prosty leki przeciwbólowe + alkohol to nic dobrego ;D

    OdpowiedzUsuń
  32. Wiktor
    migdalski.w@gmail.com
    coś najstraszniejszego ... tydzień przed Coke dowiedziałem się od rodziców, że nie mogę jechać ... ponieważ oni wyjeżdżali i musiałem zostać w domu ... no niestety ... nie byłem na Florence, nie widziałem się ze znajomymi ... i ogóle nie było to fajne ... ;C

    OdpowiedzUsuń
  33. Klaudia Małek
    claudiamalek1@gmail.com
    Ja, wraz z chłopakiem i z dwójką przyjaciół postanowiliśmy pojechać nad rzekę. W drodze na nasze ulubione miejsce,mojej koleżance rozwalił się 'cichobieg palestyński' (czyt.sandał) i kolega zaproponował żeby szła jak Cejrowski-bez.Jak byliśmy juz na miejscu, weszłam w psią 'niespodziankę', ściągnęłam buta nie dotykając go rękami, nogą podrzuciłam go do góry, tak że spadł na głowę koleżanki :D
    Jak wracaliśmy autobusem i ominełam 4 przystanki i chciałam wysiąść to kierowca nie chciał mi otworzyć drzwi, otworzył tylko z przodu i krzyknęłam na cały autobus 'hola,hola,ja wysiadam!'
    Wzrok każdej babci z reklamówką,każdego dziecka i każdego 'menela' spoczął na mnie.. Bosko <3

    OdpowiedzUsuń
  34. Maciej
    lamodeonlyfashion@gmail.com

    hahaha słuchaj był czwartek o 15 miałem wylot z okęcia.A więc nastawiłem budzik na godzinę 9 abym zdążył na busa o 10:30.Oczywiście sprawdziłem rozkład na dzień sobotni bo miałem wolne i wydawało mi się że jest sobota..pomijam ten fakt.Pakując się do końca otwieram taras, dopijam sok , znoszę walizkę na dół bo miałem 10 minut do wyjścia I WIDZĘ KOTA SĄSIADA KTÓRY CHODZI MI PO KUCHNI.Skubany wszedł bo miałem na stole jedzenie do wyrzucenia..co najgorsze on zawsze grasował ze swoim kumplem i jak na złość KUMPLA NIE MA U SĄSIADA..ja wpadam w panike że ten kot jest u mnie domu gdzieś schowany, no ale trudno zimna krew.. wychodzę.Bógu dzięki okazało się że nie był u mnie w domu, no chyba że kiedys otworzę szafkę a tam sztywny kot będzie leżał ;<

    OdpowiedzUsuń
  35. Agnieszka, agasworst@gmail.com

    Pare dni temu w środku nocy wymyśliliśmy z kolegami że idziemy do lasu budować szałas i tam spać, zabraliśmy się za to w środku nocy zaopatrzeni w jedną latarkę, jak już się nam to udało (po trudach i bojach) pokładliśmy się spać. Tylko jeden kolega jakoś nie mógł zasnąć bo... nas straszył i tak nas straszył że zebraliśmy się do domów i lipa była z nocowania w lesie :(

    OdpowiedzUsuń
  36. Konrad
    3koniu@gmail.com

    Meksykaniec klepnął mnie w tyłek.

    OdpowiedzUsuń
  37. Wiola ohvyolla@gmail.com

    wynajeliśmy ze znajomymi domek, nad jeziorem, w okolicach Borów Tucholskich. Ogłoszenie piekne, ładne, wszystko cacy, domek z garażem, pokoje, kuchnia- no jest szał. Przyjeżdżamy a tu:
    -zamiast garażu wielka szopa. wchodzimy do niej, a tam drabina. Wchodzę na drabine, a tam dwa metalowe łóżka, jakby z psychiatryka, z postrzępionym materacem. Po lewo potłuczone lustro, a na dodatek wszędzie Jezus.
    -Na domku dwie czaszki, bez żadnych poroży ani nic (dafuq)
    -wchodzimy do pokoju, wszystko spoko-no mogło być lepiej, tak sie zapowiadało, no ale cóż- wchodizmy do dużego pokoju, a na sofie leży psychodeliczna lalka, z "przyklapniętym okiem"
    żeby jeszcze tego było mało, otwieramy komode- lalka, otwieramy szafe-laleczka. A na dworzu tajemnicze wejście do podziemi przygniecione wielkim głazem.
    Jestem z siebie dumna że wytrzymałam tam z moimi znajomymi 4 noce :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  38. Magda,
    madzia_73@op.pl
    w te wakacje wynajęliśmy ze znajomymi domek na Jeziorem,ekipa startowa w międzyczasie sie trochę wykruszyła i w związku z tym koleżanka zaprosiła swojego kolegę.Wszyscy sie zgodziliśmy,wieczorem wypadamy na miasto i pod koniec imprezy kolega sie gdzieś zawieruszył. uznaliśmy ze sie znajdzie i wróciliśmy do domku.Rano faktycznie sie znalazł. Na podwórku zastaliśmy przesunieta huśtawkę i papierzaki pod grilem.Jego samochou juz nie było. Koleżanka również szybko pożegnała sie z nami i odjechała a my zostalismy w pełnym szoku. Z kolesiem gadalismy moze z 5 minut a beke mielismy z niego przez reszte czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Diana
    dianeczka28@vp.pl

    Jako iż w te wakacje nie udało mi się nigdzie wyjechać za granicę, postanowiłam wybrać się na zarobek na wiśnie, z przyjaciółką. Przyjechałyśmy w pewną niedziele wieczorem, rozłożyłyśmy namiot i w pełni zadowolone z siebie poszłyśmy do letniej kuchni. Oprócz nas namioty rozłożyło również kilka innych ekip, z ekwipunkiem w postaci %. Posiedziałyśmy, zjadłyśmy i stwierdziłyśmy że czas już iść spać. Wracamy do namiotu, bo przecież raptem godzinę temu go rozłożyłyśmy, a tu namiotu nie ma. Właściwie to był, cały złożony, powyrywane śledzie, na środku leżał pijany chłopak z butelką wódki i w pełni szczęśliwy swego czynu oznajmił : " Mata wypijta bo się wyjeb**** ! ". Skończyło się to tak, że zostałyśmy w śmierdzącym wódką, rozłozonym tak że gdyby zawiał lichy wiatr to wywiał by nas ze cztery wsie dalej, stojącym z jakiejś górki, nie możlowym do zasunięcia namiocie o 23 w nocy, bez latarek. Ale i tak wakacje MEGA :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Michalina, michalina19@hotmail.com

    Heeej! Mam mega historię z tegorocznych wakacji. Wyobraźcie sobie...morze, plaża, zachód słońca... Ludzie w romantycznych nastrojach zapalają chińskie lampiony. Dla każdego jego lampion znaczy coś innego, w powietrzu czuć melancholię... Aż tu nagle: "Ja p*****lę, k***a mać, to się nigdy nie uniesie! Wyjdziesz za mnie??!" - zniecierpliwiony zakochany Pan nie mógł sobie poradzić z lampionem :)Połowa plaży leżała ze śmiechu, a druga połowa biła brawo narzeczonym :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Mieszko
    miechoo@wp.pl
    Świnoujście, koniec czerwca 2013. Przede mną 48 km. Jadę rowerem wzdłuż wybrzeża, przez wyspę Uznam. Wiatr wieje niemiłosiernie w twarz, wiosenne słońce świeci na niebie. Mój cel - Peenemunde - poligon rakiet z II wojny światowej. Dojechałem, łapię oddech! Zwiedzam - muzeum rakiet, park techniki oraz rosyjską łódź podwodną. Super! Wracam, teraz wiatr wieje w plecy! Zostało jeszcze 11,5 km do ośrodka wczasowego. Nagle - pana! Uśmiech, rower pod pachę i zamieniam wycieczkę rowerową w pieszą :-).

    OdpowiedzUsuń
  42. Paulina
    piixx@o2.pl
    Właśnie wróciłam z wakacji. Mieliśmy jechać pełną paczką, ale w końcu wyszło tak, że pojechałam sama ze swoim chłopakiem. Trzeciej-ostatniej nocy trochę uczciliśmy nasz wyjazd i poszliśmy nad jezioro w nocy, żeby "nielegalnie" się pokąpać. Mój mężczyzna świetnie się bawił, chociaż było chyba na minusie milion w wodzie. Chował się pod molo i mnie straszył. Uznał to jednak za mało interesującą zabawę i ściągnął spodenki w wodzie machając nimi nad głową. Nagle galoty wyleciały mu z ręki i wylądowały gdzieś z 10 metrów od nas. Chęć odzyskania ich była silniejsza, popłynął po nie, ale przykolegowała się do nich kaczka, która chwyciła spodenki dziobem i nie chciała puścić. Za każdym razem gdy cłopak próbował je wyrwać, kaczka chciała skubnąć go po ręce. Jego głośnie krzyki na zwierze, usłyszał ratownik nocujący w łodzi przy molo i pomógł odzyskać mu zgubione kąpielówki. Przysięgam chciałam mu pomóc, ale prawie utopiłam się ze śmiechu. :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  44. Asia Matysiak
    asiaklin@gmail.com


    Historia z wakacji 2013 w Chorwacji, kategoria raczej najśmieszniejsza, przynajmniej dla ludzi którzy mnie obserwowali, kiedy próbując wyjść z wody zostałam przykryta i następnie wyrzucona na brzeg przez falę o wysokości ok 4metrów (serio!). Wchodząc do wody miałam na sobie okulary przeciwsłoneczne, okulary do pływania i sandałki do wody, które pożyczyłam od koleżanki na wyjazd - wychodząc z wody miałam na sobie tylko bikini (na szczęście!) bo resztę porwała fala. W rozpaczy poszukiwałam moich porwanych przez falę części garderoby przez następne dwie godziny, ale nic z tego, wróciłam do Polski bez okularów i butów, ALE Z PIĘKNYMI WSPOMNIENIAMI :D !!

    OdpowiedzUsuń
  45. Paweł
    maleworld@wp.pl
    Ja mam nadzieję, że ta najśmieszniejsza historia wakacji 2013 jeszcze przede mną, a te straszne niech się trzymają z dala ode mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Darek
    rege96@interia.eu
    było ich bardzo dużo ;)))

    OdpowiedzUsuń
  47. Edyta
    edyska17@op.pl

    Byłam w tym roku na obozie w Bułgarii. Któregoś dnia wybraliśmy się do pobliskiego parku wodnego (razem z 2 opiekunami). Gdy juz sie zbieralismy jeden z nich siedzial jeszcze w wodzie i podplynal do niego zupelnie przypadkiem czarnoskóry kolega. Pan Mariusz (bo tak nazywał sie opiekun) chcial poderwac dziewczyny stojace obok niego. W jego przypadku podryw wygladal nastepujaco:
    - Ej dziewczyny, chlapałyscie kiedys murzyna... - A ja tak! :D
    po czym wielce ucieszony oddał sie wspomnianej czynnosci ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Karolina,
    skarolinaa@gmail.com

    Moja najstraszniejsza przygoda w te wakacje miała miejsce wtedy, gdy zalogowałam się do banku i zobaczyłam stan swojego konta. Hitchcock się przy tym chowa, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  49. ania
    ania-rogowska3@wp.pl
    sobota godzina 15 dzwoni kolezanka ze o 19 mamy pociag do Sopotu zero czasu do namyslu- (bez wczesniejszej rezerwacji noclegu)na 4 rano dojechaliśmy z lublina do sopotu, gdzie akurat powitał nas wschód słonca nad sopockim molo piekne btw (pierwszy raz zdazylam na wschod slonca:D ) po czym z bagazami odreagowywaliśmy podroz spiac na plazy jak tułacze :) znalezlismy fajny nocleg w klimatycznej kamienicy poznalismy mega ludzi spontan wyszedl nam na ogromny niezapomniany plus :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  51. Patrycja, pattxoxo96@gmail.com. To był początek lipca. Gdy weszłam na fb zobaczyłam że mam nową wiadomość, napisał do mnie pewien mężczyzna. Miał na imię David, pochodził z Londynu. Zaczeliśmy ze sobą pisać. Doszło do tego że nie mogliśmy przeżyć dnia bez wspólnej rozmowy. Pisaliśmy do siebie ciepłe słowa jak nigdy.. Trwało to ponad miesiąc a ja dalej nie wiedziałam ile on ma lat ale postanowiłam go nie pytać. Były też małe kłótnie i jedna trwa nawet do teraz. Jest strasznie kochany i troskliwy. Cieszę się że go poznałam. Mam nadzieję że nie długo będę mogła lecieć do Londynu i go bliżej poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Konrad
    Konrad174@op.pl
    Najsmieszniejsze wspomnienie z wakacji, wypad nad morze, pierwsze przygody z alkoholem hehe, 2 znajomych starszych o rok, i sie zaczelo, jedno piwo w glowie lekki szum, drugie piwo narodziny pomyslo ,, eksperyment z farba do wlosow, i spacerek do drogerii, powrot 3 piwo i farby do misek rozrabianie i na glowe, ale ze juz bylo poznawo i wesolo to nikt nie patrzyl, na czas trzymania farb na wlosach, mijaly godziny, a my nic dalej siedzimy, az padli my jak muchy, no a rano szok, u mnie na pewno bo z blondyna zrobilem sie sliwkowy chlopak z lbem fioletowym , kolega obudzil sie lysy ( uwaga nie polecam okserymentowania z rozrasniaczem do wlosow hehe) a nasza kumpela roda, jak ania z zielonego wzgorza, hahahahanigdy tego nie zapomne, 3 piwa 12zl, farba do wlosw 8zl, odbicie w lustrze z rana bezcenne hahaha

    OdpowiedzUsuń
  53. Igor
    dreammachine@onet.pl
    Wybrałem się na coke live Music Festival do Krakowa aby dać upust swojemu psychofaństwu i zobaczyć swój ukochany zespół florence and the machine. Po 4 godzinach oczekiwania trzymając się z koleżanką za dłonie, z niecierpliwością czekaliśmy na opuszczenie taśmy dzielącej nas od spełnienia wielkiego marzenia. Kiedy to już się stało rozpoczęliśmy bieg życia. Po drodze upuściłem plecak o który ktoś się przewrócił i telefon z którego ekranu niewiele zostało. Po czołowym zderzeniu z kilkoma osobami odnalazłem stratowane rzeczy, a po kontroli rzuciłem się z prędkością światła pod scenę. W czasie nieudanego koncertu the cribs oddałem koleżance ów nieszczęsny plecak aby zaniosła go siostrze. Kiedy juz zespół wyszedł na scenę poryczałem się ze szczęścia (nie tylko ja zresztą) i oddałem się emocjom. Udało mi się dwa razy dotknąć samej florence welch i oberwać od niej po twarzy garścią brokatu. Po najwspanialszych chwilach w życiu tzeba było zejść na ziemię i udać się na nocną wycieczkę z gps'em po krakowie w poszukowaniu hotelu, w którym mieszkała koleżanka z plecakiem. Po godzinnych zmaganiach z głodem, zmęczeniem i gps'em dotarliśmy do celu. Plecak cały, kasa jest. Teraz tylko łapanie taksówek i do domu. Pełny szczęścia i niedowierzania wróciłem z plecakiem, bogatszy o nowe przyjaźnie, wspaniałe wspomnienia z najlepszego dnia życia i tonę brokatu na twarzy i ubraniach, który w różnych miejscach znajduję do dziś :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Patrycja. Był to początek lipca. Gdy weszłam na fb zobaczyłam że mam nową wiadomość. Napisał do mnie pewien mężczyzna, miał na imię David i pochodził z Londynu. Piszemy ze sobą ponad miesiąc a już nie możemy przeżyć dnia beż wspólnej rozmowy. Nie wiem ile ma lat ale z pewnością jest ode mnie dużo starszy, nie martwię się tym ponieważ dla mnie wiek nie ma znaczenia. Jest strasznie kochany, troskliwy i wyrozumiały. Cieszę się że go poznałam i mam nadzieję że nie długo będę mogła lecieć do Londynu i go bliżej poznać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. Karolina, kakakika10@wp.pl

    Najciekawsze historie z wakacji?
    Czy to momenty alkoholowych libacji?
    Czy poznawanie nowych ludzi?
    (To mi się nigdy nie znudzi.)
    Chodzenie po markowych sklepach,
    kończenie zakupów w outletach,
    Pożeranie kilogramów sushi,
    Skok na bungie bez zgody mamusi,
    Na plaży się opalanie,
    brytyjskich miasteczek zwiedzanie,
    Gubienie się na spacerach,
    Godziny jazdy na rowerach,
    Odważne na ulicy śpiewanie,
    Cudownych książek czytanie,
    Obrazów malowanie,
    Małych kotków głaskanie,
    Pociągi, tramwaje i stopy,
    Tańczenie, skakanie, głupoty,
    Przeprowadzanie rewolucji kuchennych,
    Zapobieganie rutynom codziennym,
    Buziaków w policzek tysiące,
    Często chowające się słońce,
    Nad morzem się opalanie,
    Z ukochanym randkowanie,
    Remont pokoju, ścian malowanie,
    Ze znajomymi alkohol i faje,
    Dobrej kawy picie,
    Bieganie i pływanie obficie,
    Czytanie cudownych treści,
    Oglądanie filmowych opowieści.
    Praktykowanie yogi i medytowanie,
    Karaoke śpiewanie i imprezowanie.
    To w skrócie moje wakacje.
    Fajne, przyznaj mi rację:*

    OdpowiedzUsuń
  56. Gosia, esteem.xx@gmail.com

    Przyleciałam do Polski, jak co roku na wakacje. Będąc na lotnisku, czekając w kolejce ‘paszportowej’ celnik bardzo dokładnie każdego sprawdzał. Bo tamten ktoś miał czapkę a tamta pani okulary, a w dowodzie taki myk i ich brak. Każdy odpowiadał na zadane pytania. Jednak kiedy przyszła moja kolej, celnik spojrzał w dowód – czarne włosy. Patrzy na mnie – blond.
    - To na pewno jest pani? - usłyszałam.
    - Tak.. - odpowiedziałam opierając się o blat.
    - Hm.. Te włosy. Nie podobna pani sama do siebie. Proszę podać, miejsce zamieszkania i datę urodzenia.
    Jak już podałam wszystkie dane.. dodałam swoje 5gr..- Wie pan co.. Jesteśmy w XXI w. farby do włosów istnieją. Wie pan taka METAMORFOZA! - uśmiechnęłam się wydzierając mój dowód z jego dłoni.
    Zza siebie słyszałam tylko lekki śmiech młodego mężczyzny który był w kolejce za mną. Odwróciłam się i wyszeptałam "powodzenia" i poszłam odebrać bagaż.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Gosia, esteem.xx@gmail.com
    Przyleciałam do Polski, jak co roku na wakacje. Będąc na lotnisku, czekając w kolejce ‘paszportowej’ celnik bardzo dokładnie każdego sprawdzał. Bo tamten ktoś miał czapkę a tamta pani okulary, a w dowodzie ich brak. Każdy odpowiadał na zadane pytania. Jednak kiedy przyszła moja kolej, celnik spojrzał w dowód – czarne włosy. Patrzy na mnie – blond.
    – To na pewno jest pani? – usłyszałam.
    - Tak.. – odpowiedziałam opierając się o blat.
    - Hm.. Te włosy. Nie podobna pani sama do siebie. Proszę podać, miejsce zamieszkania i datę urodzenia.
    Jak już podałam wszystkie dane.. dodałam swoje 5gr..- Wie pan co.. Jesteśmy w XXI w. farby do włosów istnieją. Wie pan taka METAMORFOZA! – uśmiechnęłam się wydzierając mój dowód z jego dłoni.
    Zza siebie słyszałam tylko lekki śmiech młodego mężczyzny który był w kolejce za mną. Odwróciłam się patrząc na niego i wyszeptałam " powodzenia " i poszłam odebrać swój bagaż.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Mateusz
    meti37@o2.pl
    Będąc na totalnie spontanicznym wyjeździe w Krakowie z moją dziewczyną , dostała ode Mnie różę. Zaraz przed samym wyjazdem, kupiłem cudowną czerwoną różę, jednak wiedziałem że zanim dojedziemy do siebie to prędzej zwiędnie niż coś z niej będzie. Chodząc jeszcze po rynku w Krakowie, wpadliśmy oboje na pomysł że „podlejemy” ja pod wodopojem. Miny przechodniów nie do opisania czekając na autobus już na dworcu płatki róży już całkiem traciły swój urok i wygląd. Mając do połowy wypitą wodę Cisowiankę, wpadliśmy na pomysł aby ją tam włożyć. Mina kierowcy jak zobaczył nas wchodzących z butelka w dłoni a w środku z różą zaniemówił i lekko się uśmiechnął.Po wyjściu z autobusu byliśmy w drodze do domu i na przywitanie spotkał nas deszcz co nie co zmokliśmy ale róża przetrwała. :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Michał
    michalstg@gmail.com
    Dla mnie najwspanialszymi wydarzeniami w życiu było spędzaniem letnich nocy z przyjaciółmi i oglądanie gwiazd leżąc na ciepłym asfalcie! :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Krystian
    thekrystek@gmail.com

    Z braci pojechaliśmy na kilka dni do Gdańska i stwierdziliśmy, że pójdziemy do kina, bo nie mamy co robić wieczorem. Bardzo chciałem iść na horror "obecność", ale oni już go wiedzieli, więc poszedłem sam. Ogromna sala, a w niej 10 osób. Ludzie krzyczeli praktycznie przez większość seansu. Film bardzo dobry! Po wyjściu z sali miałem wrażenie, że cały czas ktoś mnie śledzi. Różne dziwne schizy towarzyszyły mi całą noc, a potem dzień, bo po tym filmie nie dałem rady zasnąć - za bardzo się bałem :D

    OdpowiedzUsuń
  61. Kamil
    kamilsz99@o2.pl

    Najciekawsza historia z tych wakacji? Mhm? Może Barbados? Tak, Barbados. Otóż, w połowie lipca wybrałem się z moim starszym bratem na wymarzone, długo wyczekiwane wakacje na Barbados. A że wyjazd nie należał do najtańszych, postanowiliśmy wybawić się za wszystkie czasy, wylegiwać na plaży i zwiedzać wyspę. Tak więc, podczas jednej z takich wędrówek natknęliśmy się na sklepik voodoo. Tak, mimo XXI wieku, na niektórych karaibskich wyspach, w tym na Barbadosie, część ludzi wierzy w magię voodoo i tego typu podobne rzeczy. Wracając do tematu, podczas zwiedzania odwiedziliśmy malutki sklep voodoo. Po wejściu do środka, można było poczuć się jak w jakiejś tajemniczej pieczarze szamana, odprawiającego rytuały. Na ścianach wisiało mnóstwo laleczek, wisiorów, talizmanów i bransoletek. Postanowiliśmy wydać więc te 10 dolarów Barbadosu (waluta na Barbadosie) i kupiliśmy laleczkę. Ale, to nie była zwykła laleczka. Podobno wystarczyło wypowiedzieć imię osoby, której chcemy zadać ból i przekłuć wybraną część ciała laleczki. Uwierzcie mi, na Barbados nie jedzie się tylko z powodu pięknych wysp i Rihanny :). Po powrocie do domu chcieliśmy spróbować "magii". Ofiarą okazał się nasz znienawidzony sąsiad. Nigdy go nie lubiliśmy, a on nas. Tak więc wypowiedzieliśmy jego imię i przekułyśmy prawą nogę. Śmiechu było przy tym co nie miara. Na drugi dzień widziałem jak sąsiad ma zabandażowaną prawą nogę, a jeszcze wczoraj tego nie miał. Dziwne, przerażające? Wyobraźcie sobie nasze miny, kiedy zobaczyliśmy sąsiada. Haha. Teraz wystarczy, że ktoś nam dokuczy lub zrobi coś złego. Laleczka voodoo czeka. Strzeżcie się! :))

    OdpowiedzUsuń
  62. Kinga
    kingam125@wp.pl

    Arek nareszcie przyleciał do Polski z Anglii, nas odwiedzić. Pierwszego dnia postanowiliśmy razem z Maciejem wypożyczyć kajak na godzinkę i popłynąć na wyspę na jeziorze w naszym mieście. Już od początku wiedziałam, że coś się świeci! Oczywiście! Koledzy postanowili mnie wrzucić do wody z pomostu. Prosiłam, błagałam i w końcu, namówiłam ich żeby dali sobie z tym spokój. Wsiedliśmy do kajaku. Chłopcy wiosłują i wiosłują, a ja relaksując się żartowałam sobie z ich wysiłku. Udało się, dopłynęliśmy. Oczywiście po wejściu na wyspę, Arek i Maciej zmęczeni zapalili papierosa, a ja przeszłam się po pustej, nieodwiedzanej nigdy plaży. Gdzieś na brzegu jeziora dostrzegłam wędkarza spokojnie łowiącego ryby, których jest tu dość sporo.
    No cóż! Czas wracać. Jako jedyna założyłam kapok, a 2 pozostałe zostały wrzucone na dno kajaka. Płyniemy dalej. Twarzą do Arka, a plecami do Macieja, patrzyłam jak oddalaliśmy się od brzegu wyspy. Nagle, poczułam, że Maciej wstaje i nim zdążyłam się obejrzeć wszyscy troje wylądowaliśmy w wodzie, a kajak do góry dnem nabierał wody. Jak się okazało potem, Maciej chciał pobawić się w gondoliera! Chłopcy szukali kamizelek bezpieczeństwa, a ja popłynęłam po odpływające wiosło. Byliśmy jakieś 20 metrów od brzegu! Zaczęłam sobie wyobrażać wszystkie paskudne stworzenia, które właśnie mnie dotykały, albo były blisko i od razu chciałam stamtąd uciec. Nie dało się. Kajak nabrał tak dużo wody, że nie dało się go obrócić. jedyny sposób to doholowanie go na brzeg wyspy. I tak, po 10 minutach męczarni które były dla mnie wiecznością, dobiliśmy brzegu. Najpierw zatopiłam się po biodra w muł, ale potem byłam już na lądzie. Chłopcy wyciągnęli kajak, opróżnili go z wody i po raz 2 tego dnia opuściliśmy wyspę. Miałam dość i chciałam natychmiast wracać. Płynąc w stronę pomostu, zauważyłam jeszcze że wędkarz którego widziałam już wcześniej kiwał nam wesoło. "Ten to miał frajdę" - pomyślałam. Już na miejscu pracownik wypożyczalni oznajmił, że był pewny, że nie wrócimy w takim stanie w jakim wypłynęliśmy.
    Od razu powiedziałam, że już nigdy, nigdzie nie płynę z Maciejem i Arkiem, ale już następnego dnia byliśmy znów na wodzie. Jednak tym razem na stabilniejszym rowerku wodnym. Aaa! No i chłopcy dopięli swego! W końcu wylądowałam w wodzie! :)

    OdpowiedzUsuń
  63. Dominik
    dominik2131@o2.pl
    Wracałem z 18-nastki jakoś nad ranem. żeby było szybciej poszedłem drogą przez działki gdzie było mega ciemno, ale nie było innej opcji. droga w ciemności minęła spokojnie do czasu gdy byłem już przy wyjściu na główną drogę. Zobaczyłem jakiegoś faceta, który sie zatrzymał i patrzył na mnie. on zaczął iśc w moją stronę i w tej chwili zacząłem już się ostro bac, ale nie o to że mnie pobije, ale że zniszczy się moja torba (nazywa się zasikana krowa). koleś do mnie podchodzi i widac, że jest pijany. wmawia mi, że widział mnie tej nocy w klubie,bo szuka ludzi stamtąd. ja już tam przygotowany do biegu, ale nie chciałem mu pokazywac, że się boję. on tam dalej gada jakieś pierdoły jak to bywa z pijanymi i nagle mówi: 'masz szczęście że trafiłeś na dobry bo byś skończył na wózku'.te słowa mnie zamurowały. gościu poszedł do przodu i myślałem że zaraz skręci gdzieś, ale to tylko moje marzenie, a on poszedł kurde w moją stronę. zwolniłem tempo do minimum i wahałem się iśc. Wtedy jak nigdy chciałem żeby przejechał jakiś radiowóz by czuc się bezpieczniej. facet szedł całą drogę aż pod mój dom.

    OdpowiedzUsuń
  64. Dominik
    dominik2131@o2.pl
    Wracałem z 18-nastki jakoś nad ranem. żeby było szybciej poszedłem drogą przez działki gdzie było mega ciemno, ale nie było innej opcji. droga w ciemności minęła spokojnie do czasu gdy byłem już przy wyjściu na główną drogę. Zobaczyłem jakiegoś faceta, który sie zatrzymał i patrzył na mnie. on zaczął iśc w moją stronę i w tej chwili zacząłem już się ostro bac, ale nie o to że mnie pobije, ale że zniszczy się moja torba (nazywa się zasikana krowa). koleś do mnie podchodzi i widac, że jest pijany. wmawia mi, że widział mnie tej nocy w klubie,bo szuka ludzi stamtąd. ja już tam przygotowany do biegu, ale nie chciałem mu pokazywac, że się boję. on tam dalej gada jakieś pierdoły jak to bywa z pijanymi i nagle mówi: 'masz szczęście że trafiłeś na dobry bo byś skończył na wózku'.te słowa mnie zamurowały. gościu poszedł do przodu i myślałem że zaraz skręci gdzieś, ale to tylko moje marzenie, a on poszedł kurde w moją stronę. zwolniłem tempo do minimum i wahałem się iśc. Wtedy jak nigdy chciałem żeby przejechał jakiś radiowóz by czuc się bezpieczniej. facet szedł całą drogę aż pod mój dom.

    OdpowiedzUsuń
  65. Krystian
    thekrystek@gmail.com

    Wybraliśmy się z braćmi na kila dni do Gdańska. Pewnego dnia stwierdziliśmy, że pójdziemy wieczorem do kina, bo nie mieliśmy co robić wieczorem. Chciałem iść na "obecność", ale oni już na tym byli. Poszedłem sam. Ogromna sala, a w niej 10 osób. Ludzie krzyczeli przez większość seansu. Film bardzo dobry. Bałem się baardzo. Wyszedłem z kina i cały czas miałem wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Przez całą noc i ranek (bałem się zasnąć po tym filmie xd) miałem różne schizy - zaczynając od tego, że ktoś chciał mnie zabić, kończąc na egzorcyzmach.

    OdpowiedzUsuń
  66. Michalina
    michasia_93@poczta.onet.pl
    Z serii najśmieszniejsze, a raczej najbardziej żenujące. Na początku lipca pojechałam z moją przyjaciółką na festiwal hip-hopowy do miasta, którego zupełnie nie znałyśmy. Po przyjeździe udało nam się jakimś cudem dotrzeć z PKP na miejsce festiwalu (podprowadził nas znajomy, który cudem spadł nam z nieba :) Warto wspomnieć, że podróż z dworca zajęła nam około pół godziny- kilka przystanków autobusem, plus dość długi spacer labiryntem jakiś małych uliczek. Mimo to, w pełni ufałyśmy naszemu przewodnikowi i jakoś udało się nam dostać na miejsce). Same koncerty wspaniałe, niesamowita atmosfera itp, ale ja nie o tym. Dwa dni przeżyłyśmy w spokoju, bo siedziałyśmy cały czas na miejscu. Problemy zaczęły się, kiedy zaczęłyśmy myśleć o powrocie do domu. No bo jak tu wrócić na ten przeklęty dworzec, kiedy kompletnie nie pamięta się jak się stamtąd przyszło?! Na dodatek zgubiłyśmy kolegę przewodnika. Już nie mówiąc o tym, że obie jesteśmy kobietami z ZEROWĄ orientacją przestrzenną :D Ale oto cudowny pomysł! "Wróćmy autobusem, przystanek PKS jest dużo, dużo bliżej." Całe szczęście, że na pomysł ten wpadłyśmy dzień wcześniej i całe szczęście, że postanowiłyśmy na wszelki wypadek sprawdzić, gdzie dokładnie jest ten przystanek. Wyruszyłyśmy na spacer w poszukiwaniach. Przystanek podobno tuż koło miejscowego zoo, dojście powinno zająć nam max. 15 min, także spoko, spoko... Po dwóch godzinach poszukiwań, kiedy pytałyśmy już jedenastą czy dwunastą napotkaną osobę o cel naszej wędrówki, traciłyśmy resztki wiary. W końcu trafiła nam się bardzo sympatyczna, młoda para i z tego, co nam powiedzieli okazało się, że przechodziłyśmy obok owego przystanku TRZY RAZY, za pierwszym razem dokładnie po 15 minutach. Nic, tylko zapaść się pod ziemię. Twórco 'jakdojade', niech Ci Bóg w dzieciach wynagrodzi, tylko proszę, rozszerz swoją ofertę dla całej Polski ;). Zważywszy na to, że był to jedyny autobus, który nas interesował, to jednak dobrze, że już dzień wcześniej ruszyłyśmy w poszukiwaniach :D

    OdpowiedzUsuń
  67. Michalina
    michasia_93@poczta.onet.pl
    Z serii najśmieszniejsze, a raczej najbardziej żenujące. Na początku lipca pojechałam z moją przyjaciółką na festiwal hip-hopowy do miasta, którego zupełnie nie znałyśmy. Po przyjeździe udało nam się jakimś cudem dotrzeć z PKP na miejsce festiwalu (podprowadził nas znajomy, który cudem spadł nam z nieba :) Warto wspomnieć, że podróż z dworca zajęła nam około pół godziny- kilka przystanków autobusem, plus dość długi spacer labiryntem jakiś małych uliczek. Mimo to, w pełni ufałyśmy naszemu przewodnikowi i jakoś udało się nam dostać na miejsce). Same koncerty wspaniałe, niesamowita atmosfera itp, ale ja nie o tym. Dwa dni przeżyłyśmy w spokoju, bo siedziałyśmy cały czas na miejscu. Problemy zaczęły się, kiedy zaczęłyśmy myśleć o powrocie do domu. No bo jak tu wrócić na ten przeklęty dworzec, kiedy kompletnie nie pamięta się jak się stamtąd przyszło?! Na dodatek zgubiłyśmy kolegę przewodnika. Już nie mówiąc o tym, że obie jesteśmy kobietami z ZEROWĄ orientacją przestrzenną :D Ale oto cudowny pomysł! "Wróćmy autobusem, przystanek PKS jest dużo, dużo bliżej." Całe szczęście, że na pomysł ten wpadłyśmy dzień wcześniej i całe szczęście, że postanowiłyśmy na wszelki wypadek sprawdzić, gdzie dokładnie jest ten przystanek. Wyruszyłyśmy na spacer w poszukiwaniach. Przystanek podobno tuż koło miejscowego zoo, dojście powinno zająć nam max. 15 min, także spoko, spoko... Po dwóch godzinach poszukiwań, kiedy pytałyśmy już jedenastą czy dwunastą napotkaną osobę o cel naszej wędrówki, traciłyśmy resztki wiary. W końcu trafiła nam się bardzo sympatyczna, młoda para i z tego, co nam powiedzieli okazało się, że przechodziłyśmy obok owego przystanku TRZY RAZY, za pierwszym razem dokładnie po 15 minutach. Nic, tylko zapaść się pod ziemię. Twórco 'jakdojade', niech Ci Bóg w dzieciach wynagrodzi, tylko proszę, rozszerz swoją ofertę dla całej Polski ;). Zważywszy na to, że był to jedyny autobus, który nas interesował, to jednak dobrze, że już dzień wcześniej ruszyłyśmy w poszukiwaniach :D

    OdpowiedzUsuń
  68. Dominik
    dominik2131@o2.pl
    wracałem z 18-nastki jakoś nad ranem. chciałem byc w domu jak najszybciej to poszedłem droga przez działki, gdzie było mega ciemno. telefon gdzieś na gnie torby bez dna na tamtą chwilę. ale dobra poszedłem przecież nic mi się nic nie stanie tyle razy tak chodziłem i nic. jestem jakieś 50m od głównej drogi a tam jakiś pijany facet stoi. stoi to za dużo powiedziane. zaczął mnie mierzyc wzrokiem i iśc w moją stronę. ja już myśli czarne, że mnie pobije czy coś, ale najbardziej się bałem o torbą (nazywam ją zasikana krowa). gości wmawiał mi, że pamięta mnie z jakiegoś klubu tej nocy. ja mu na to że to nie możliwe, ale on dalej swoje. nagle jak przyjął to, że mnie tam nie było to powiedział taki wkurwiony: masz szczęście, że trafiłeś na dobry dzień bo inaczej skończyłbyś na wózku. po tych słowach mnie zamurowało, ale nie mogłem mu pokazac, że się boje i mam kisiel w gaciach. dobra poszedł do przodu, ale ja musiałem iśc tą samą drogą do domu. zwolniłem tempo do minimum żeby go nie mijac bo jeszcze zaraz mi coś zrobi i to na poważnie. wtedy myślałem tylko o tym aby przejechał tam jakiś radiowóz, ale nic. czekałem aż gdzieś skręci ale kurde szedł aż pod mój domu. szybko wbiegłem do domu pozamykałem wszystko co się dało i siedziałem do wschodu słońca, bo potem już się zaczął kac i sen. zacząłem bardziej wierzyc znajomym w historyjki o pedofilach i zboczeńcach.

    OdpowiedzUsuń
  69. paulinaciezkal@wp.pl

    Najfajniejsza historia z wakacji hmm.. dużo ich było ;))
    Ale najśmieszniejszy był mój bieg do pociągu w Krakowie z butami w ręku z walizką i rzecz jasna trzymanie się za klatkę piersiową ;p
    pozdrawiam wakacjowiczÓwwwwww ;D!

    OdpowiedzUsuń
  70. Pola

    sexpistols@onet.pl

    Może z 2 tygodnie temu temu miałam pod opiekę swoją 5-letnią kuzynkę.
    Wybrałam się z nią do sklepu, zrobiłyśmy zakupy. Wszystko ładnie, pięknie.
    Jestem już przy kasie i myślałam że ona stoi za mną, więc nie odwracając się wyciągnęłam rękę do tyłu, aby ją złapać..
    Okazało się że ona poszła jeszcze na chwile ''na sklep'', a ja złapałam pewnego chłopaka za krocze. Jego mina była bezcenna, moja zapewne też gdy zorientowałam się, że to nie moja kuzynka,
    tylko pewna część ciała obcego chłopaka..
    Oczywiście przeprosiłam go.
    Na szczęście chłopak okazał się całkiem w porządku. Po zakupach wynikła rozmowa i teraz jesteśmy znajomymi! Teraz gdy to wspominamy pojawia się uśmiech na naszych twarzach :)

    OdpowiedzUsuń
  71. paulinaciezkal92@gmail.com

    Powrót z wypadu do Katowic który skończył się w Krakowie biegiem do pociągu z walizką , butami (10 cm )w rękach rzecz jasna i trzymaniem klatki piersiowej , co by szybciej było xDDD
    pozrowienia dla wakacjowiczÓwwww!:)

    OdpowiedzUsuń
  72. Justyna Tarasiuk20 sierpnia 2013 16:47

    Justyna
    xxjustynkax@wp.pl

    Najlepszym wspomnieniem z wakacji było to jak moja siostra zabrała mnie na weekend pod Berlin , była to taka super tropikalna wyspa pod ogromną kopułą , nazywała się Tropical Island . Było tam cudownie , wychodziłyśmy w nocy się kąpać , a tam nam nagle wybiegały dzikie zwierzęta , coś niesamowitego . Ale najstraszniejsze było to jak chillowałysmy sobie w jakuzzy a tu nagle wbija grupa starych dziadków i ręczniki w dół i do nas do jakuzzy , uciekałyśmy z piskiem , to było obleśne :D Mogłabym tak o tym pisać i pisać bo było cudownie , no ale to tak w skrócie opisałam co mogłam opisać :)

    OdpowiedzUsuń
  73. Amadeusz
    aamadi02@gmail.com

    Dziewczyna ze mną zerwała. Koniec.

    OdpowiedzUsuń
  74. Amadeusz
    aamadi02@gmail.com

    Dziewczyna ze mną zerwała. Koniec.

    OdpowiedzUsuń
  75. Marta
    gubanskamarta@gmail.com

    Niedawno wróciłam z Londynu. Często jeździłam metrem do centrum. Wieczorem, gdy wracałam Central Line jak zwykle był tłum ludzi, każdy wracał z pracy czy z zajęć. Gdy drzwi od metra otwierają się mnóstwo ludzi wchodzi/wychodzi, jest zamieszanie. Drzwi się szybko zamykają. Pewna kobieta wbiegła do środka w ostatniej chwili, ale niezupełnie zdążyła. Drzwi przytrzasnęły ją samą. Nie mogła wyciągnąć torby, chłopak stojący obok niej zaczął jej pomagać, szarpali za tę torbę, a ona (kobieta) wydawała tylko krzyki: "No, no!". W pewnej chwili jej wybawca wcisnął przycisk "open" i drzwi się gwałtownie otworzyły. Na szczęście nic się nikomu i torbie! nie stało. Podczas dwumiesięcznego pobytu spotkałam wiele ciekawych, śmiesznych i niecodziennych sytuacji. Londyn, a szczególnie ludzie mieszkający tam są wspaniali!

    OdpowiedzUsuń
  76. Marta
    gubanskamarta@gmail.com

    Niedawno wróciłam z Londynu. Często jeździłam metrem do centrum. Wieczorem, gdy wracałam Central Line jak zwykle był tłum ludzi, każdy wracał z pracy czy z zajęć. Gdy drzwi od metra otwierają się mnóstwo ludzi wchodzi/wychodzi, jest zamieszanie. Drzwi się szybko zamykają. Pewna kobieta wbiegła do środka w ostatniej chwili, ale niezupełnie zdążyła. Drzwi przytrzasnęły ją samą. Nie mogła wyciągnąć torby, chłopak stojący obok niej zaczął jej pomagać, szarpali za tę torbę, a ona (kobieta) wydawała tylko krzyki: "No, no!". W pewnej chwili jej wybawca wcisnął przycisk "open" i drzwi się gwałtownie otworzyły. Na szczęście nic się nikomu i torbie! nie stało. Podczas dwumiesięcznego pobytu spotkałam wiele ciekawych, śmiesznych i niecodziennych sytuacji, Londyn, a szczególnie ludzie mieszkający tam są wspaniali!

    OdpowiedzUsuń
  77. Weronika
    weronica0060@gmail.com

    Moim najlepszym wspomnieniem z tegorocznych wakacji będą na pewno dwie sytuacje. Byłam z mamą w H&M. Chodziłyśmy i oczywiście oglądałyśmy ciuchy. Zauważyłam panią, która ubrana była niezbyt stylowo, wręcz przekomicznie. Czułam obecność osoby obok mnie i z przekonaniem, że była to moja mama nie odwracając się szepnęłam jej "Mamo, Faszyn from Raszyn" i wskazałam palcem na kobietę. Pani, do której to powiedziałam okazała się nie moją, lecz matką nie-stylowej dziewczyny. Super wtopa. Kolejną wtopą, którą zaliczyłam tego samego dnia były lody. Kumpel zaprosił mnie na lody włoskie. Wzięliśmy po dużym i poszliśmy na rynek. Usiedliśmy na ławce, obróciłam się od niego w drugą stronę. Zauważyłam coś ciekawego i gdy chciałam go o tym poinformować, okazało się, że patrzył w to samo miejsce co ja i z niedowierzenia musiał się przybliżyć więc podczas obracania uderzyłam go lodem w twarz. Wtoopa.

    OdpowiedzUsuń
  78. Ania
    aniakalinska1@o2.pl
    podczas gdy chodziłyśmy z koleżanką po plaży nad Jeziorem Białym zaczepiło nas kilka przystojnych panów i zaprosili do siebie na działkę na piwko. Okazało się, żeby było tam totalnie ciemno. Gdy przywitała nas reszta ich kolegów, zaczęłyśmy podawać dłoń i się przedstawiać. Zauważyłam tam jedną dziewczynę, więc się schyliłam, żeby dać jej buziaczka i się przedstawić. Okazało się, że to karzeł z mega zarostem i długimi włosami. Od razu gdy poczułam zarost odsunęłam się i niechcący potknęłam się o pień, który za mną stał. Dramat.

    OdpowiedzUsuń
  79. Tomasz
    tomasz.gajec@wp.pl

    Powiem krótko, najstraszniejszą rzeczą w te wakacje jest to, że ich jeszcze nie miałem :/ koniec-kropka.
    Mr T.

    OdpowiedzUsuń
  80. Vanessa
    veniiwdz@gmail.com

    Tegoroczne wakacje spędziłam nad polskim morzem. Polskie morze jak zwykle przywołuje te najlepsze wspomnienia z dzieciństwa. W upalne dni leżałam plackiem na plaży, a w chłodniejsze razem z mamą zwiedzalyśmy. Pewnego dnia, postanowiłyśmy pojechać do Łeby, a konkretnie na wydmy. Po obiedzie i "lekkim" ogarnięciu się wsiadłyśmy w auto. Droga zajęła nam ponad 1,5 godziny. Na miejscu byłyśmy chwilę po 20. Podjechałyśmy na pseudo parking, wyszedł do nas chłopak, parkingowy i zapytał przerażony "Czy panie to na prawdę na wydmy?", z uśmiechem na twarzach odpowiedziałyśmy, że tak. Zaparkowałyśmy. Wysiadając, parkingowy jeszcze raz zadał nam to pytanie i dodał, że będziemy musiały liczyć na własne nogi bo meleksy już nie jeżdzą o tej godzinie, a średni czas drogi na wydmy i z powrotem to ok. 3godziny. My oczywiście nadal uśmiechnięte, odpowiedziałyśmy że spokojnie damy radę. W trakcie drogi, wszyscy wracali już z powtorem, słonce zaczynało powoli chować sie za drzewami. Przyspieszyłyśmy kroku. Pare razy padło pytanie "a może facet miał rację? wracajmy...", ale mimo to, nie dawałyśmy za wygraną. Szłyśmy dalej. Po drodze mijałyśmy tylko znaki, które pokazywały ile nam jeszcze zostało, co tylko pogarszało sytuację. Robiło się coraz ciemniej. W końcu... (po 6 km) widać już wydmy! Wreszcie! Podeszłyśmy bliżej, pewnym krokiem, a zza krzaka wychodzi sobie beztrosko lis. "E tam, spoko, przestraszy się, zaraz pójdzie", więc idziemy kawałek dalej. Lis nie odpuszcza i idzie w naszą stronę, przy okazji wydaje jakieś podejrzane dzwięki. "Pojdzie sobie". Weszłysmy kawałek na wydmy, uradowane, że jak lis sobie pojdzie, to pójdziemy dalej. Na piachu dodatkowo zauważyłyśmy jakieś wielkie ślady. Trochę przestraszone, zeszłysmy w dół, a tam... niespodzianka!-do jednego małego bezbronnego lisa, doszły jeszcze dwa. "Dobra spadamy!". Mega szybkim tempem zaczęłyśmy zawracać w stronę auta. 6km drogi powrotnej. Niemal biegłyśmy, bo słońce już zaszło. Stwierdzilam, że trzeba pośpiewać, to zwierzęta się spłoszą. Więc śpiewałam, opowiadałam historyjki, a mama się ze mnie śmiała. Oczywiście tez była przestraszona! Po jakimś czasie, wybiegł nam na drogę mały dzik. Stanęłyśmy jak wryte. Na całe szczęscie, tylko przebiegł drogę. Przyspieszyłyśmy. Co chwilę coś ruszało się w krzakach... Mnie chciało się już płakać. "Został jeszcze kawałek". Szłyśmy, szłyśmy, aż w końcu prawie nadepnęłam żabę. Podskoczyłam jak głupia. (przestraszylam się bardziej niż tych lisów i dzika...). Dochodząc już do końca drogi, WIDZĄC BRAMĘ-nasze zbawienie, było całkowicie ciemno. Nie do wyobrażenia jest nasze szczęscie gdy po 23 przeszłyśmy w przez bramę, która doprowadziła nas do naszego ciepłego i przytulnego autka. :))

    THE END.

    OdpowiedzUsuń
  81. Eliasz Kasprzyszak
    kasprzyszak.eliasz@gmail.com


    Najśmieszniejsza..
    hmm.
    Do kumpeli podszedł ziomuś z Rosji.
    Zapytał: kaktibia zawód (nie wiem jak sie pisze) ale pytanie o imię.

    A ona na to: Księgowaaa! ^^

    OdpowiedzUsuń
  82. Eliasz Kasprzyszak
    kasprzyszak.eliasz@gmail.com

    Moze taka lekko śmieszna.

    Do kumpeli podszedł ziomuś z Rosji i zapytał o imię po rosyjsku (kaktibia zawód, nie mam pojecia jak sie pisze, ale wiadomo o co chodzi)

    a ona na to: Księgowa ^^ (zeby nie było, to jej zawód ^^)

    OdpowiedzUsuń
  83. Klaudia
    trajkota@gmail.com

    Chętnie napisałabym, co śmiesznego spotkało mnie w wakacje, ale tak wyszło, że nie miałam jeszcze wakacji, dlatego prezent będzie nagrodą pocieszenia za przegrane lato;c

    OdpowiedzUsuń
  84. Sebastian-sebeqkregiel@wp.pl
    W te wakacje wypoczywałem nad morzem.Po imprezie wracałem z kumplami do hotelu.Nie wiem jak to się stało,ale pomyliłem pokoje,i wszedłem do innego,w którym to "bawiła się" pewna młoda para :D Haha pamiętam te ździwione miny.Potem mi było głupio zejść na śniadanie.Do tej pory się z tego śmieje :D

    OdpowiedzUsuń
  85. Natalia

    natalia.wis@onet.pl

    W te wakacje postanowiłam podjąć się letniej pracy. Jadąc autobusem do restauracji, w której byłam zatrudniona zorientowałam się, że skończył mi się bilet miesięczny. Wpadłam na pomysł, że przejadę 3 przystanki i wysiądę w miejscu, gdzie od razu kupię bilet miesięczny, a potem wsiądę w tramwaj, który powinien teoretycznie przyjechać jakieś 7 minut później.

    Gdy tylko wysiadłam z autobusu szybko pobiegłam kupić "miesięczny", ale cholerny tramwaj przyjechał za wcześnie. Ruszyłam w jego kierunku , ale oczywiście odjechał. Niestety czekając na kolejny na 100% spóźniłabym się do pracy. Na szczęście niedaleko był postój taxi, więc pobiegłam w stronę najbliższej taksówki i zaczęłam się dobijać, bo drzwi były zamknięte od środka (kretyństwo, w taksówce??). Szarpiąc za klamkę darłam się:
    "Błagam, niech pan mnie wpuści!!!",
    facet otworzył, władowałam się do środka i grzebiąc w torebce, szukając portfela mówię:
    "Za tamtym tramwajem! Ale już!".
    Podnoszę głowę i pierwsze co widzę, to policyjna czapka na desce rozdzielczej, a przede mną...
    DWÓCH policjantów.

    Moja mina pewnie bezcenna, głupio mi było, ale:
    1. dostarczyłam panom rozrywki
    2. podwieźli mnie do tego nieszczęsnego tramwaju.
    Przy okazji pozdrawiam Panów Policjantów, dzięki którym zdążyłam wtedy do pracy. :))

    OdpowiedzUsuń
  86. Dominik.
    fakto@op.pl

    Zdarzyło się to w Warszawie. Jechałem metrem na spotkanie ze znajomą na plac Bankowy (w centrum). Niestety 2 stacje w środku miasta były zamknięte, więc w pewnym momencie musiałem się przesiąść do tramwaju. Gdy dojechałem do ostatniej stacji wszyscy (i ja też) zaczęli wysiadać, a tu nagle podniosła się para starszych ludzi i spytała się jakiegoś faceta:
    - We have to leave now?

    Facet raczej nieudolnie zaczął im coś mówił po angielsku, więc też przy nich przystanąłem i im wszystko wytłumaczyłem. I powiedzieli:
    - We want to get to Old Warschau.

    Doszedłem do wniosku, że skoro jadę w tym samym kierunku, to mogę im pomóc tam trafić. Wsiedliśmy do tramwaju i zacząłem im opowiadać, co tam widać za oknem, o mijanych budynkach, jakieś historyjki. Ach, oni byli z Holandii. Ogólnie polubiłem ich i aż żal było mi się z nimi rozstawać, więc zaproponowałem im, że ich oprowadzę. Moja znajoma nie była tym zachwycona, ale postawiłem ją przed faktem dokonanym. :D
    Mogłem z nimi zaszaleć, powiedzieć wszystko, co wiem (a wiem sporo, bo Warszawą się pasjonuję). Po jakiejś godzinie już doszedłem do wniosku, że pójdę na rękę mojej biednej, wymęczonej już moim gadaniem i łażeniem koleżance, doszliśmy do Barbakanu, trochę im jeszcze poopowiadałem, powiedziałem, gdzie mają iść i po co, no i zacząłem się żegnać. A tu babka mówi, że jestem super i chcieliby się odwdzięczyć. Patrzę, a tu facet wyciąga portfel. Zacząłem się wzbraniać, że nie-nie, nie ma mowy (chociaż oczywiście chciałem coś dostać, kto by nie chciał. xD). No i w końcu dosłownie wcisnęli mi stówę.

    Powiem Wam tak: nie ma to jak dostać pieniądze za coś, co sprawia Ci tylko czystą radość i satysfakcję. :D

    OdpowiedzUsuń
  87. Mateusz baramateusz@o2.pl
    Sytuacja miała miejsce 12 sierpnia w Gdańsku.Padał deszcz.Stwierdziłem , że muszę poszukać inspiracji .Chodząc ulicami ,,pstrykałem,, fotki starym kamienicom i innym ciekawym obiektom . W uszach miałem słuchawki , słuchałem jakiegoś radia . Nagle usłyszałem bardzo ciekawy komunikat : dziś premiera nowego singla Gagi !! Myśle sobie WTF? Premiera była planowana na 19?? Jako fan tej artystki ucieszyłem się. I nagle nadeszła ta chwila.Nowa Gaga w moich uszach . To dziwne i żenujące ale muzyka wprawiła mnie w ruch :D Tak ! Zacząłem tańczyć na ulicy(nie umiem tańczyć-miałem chyba 3 lekcje tańca w życiu). W pewnym momencie moja czapka (bejsbolówka) spadła z mojej głowy na ulice. Opętany muzyką i moim ,,tańcem,, :D nie zwróciłem na to uwagi. Moje zachowanie wzbudziło duże zainteresowanie przechodniów.Kiedy utwór dobiegł końca ,zorientowałem się ,że brakuje mojego nakrycia głowy.Czapka leżała pół metra dalej od mojej osoby.Kiedy do niej podszedłem i chciałem ja podnieść zobaczyłem ,że jest wypełniona pieniędzmi . To była najzabawniejsza sytuacja w moim całym życiu :) W jednej chwili stałem się ulicznym artystą :D Moi znajomi mają ze mnie niezły ubaw a ja zadaje sobie pytanie czy mam startować w kolejnej edycji ,,Tańca z gwiazdami,, ? :)

    OdpowiedzUsuń
  88. Kasia
    kaska-drozd@wp.pl

    Moja najstraszniejszą a zarazem najśmieszniejszą historia
    z wakacji, było to jakoś na początku tego miesiąca wracałam
    busem z zakupów do domu. Jechaliśmy a nagle jakiś facet się pyta
    - to my jedziemy do Puław, to ja nie w tą stronę?
    zapraszał każdą kobietę żeby koło niego usiadła
    widać że coś miał z główką
    zaczepiał każdą kobietę, każdy się z niego śmiał..
    - ale pani jest ładna
    _ da pani mi swój nr tel, porozmawiamy sobie
    mówił że firanka go dotyka..
    Zaraz miałam wysiadać bo był akurat mój przystanek, wstaję a
    on przede mną wysiada..
    myślę (niech idzie w drugą stronę)
    a on biegnie za mną i pyta się:
    - a gdzie mnie pani chce odprowadzić?
    - nigdzie, podobno nie w tą stronę jechał.
    Tam jest pana przystanek.
    - ale pani śmieszna. Zostanie pani moją przyjaciółką
    a ja pani najlepszym kolegą..
    Ja idę szybciej to i on. Przyczepił się do mnie nie wiedziałam
    czy się mam bać czy śmiać. Nie wiadomo czego po takim można się spodziewać
    Ale na szczęście był sklep szybko weszłam do środka
    i wyszłam tylnymi drzwiami a on został w środku.
    Wtedy szybko uciekłam i poczułam ulgę..

    OdpowiedzUsuń
  89. Karolina :)
    karaga97@o2.pl

    Najciekawsze chwile z wakacji były w Grecji
    W której OPILIŚMY się dużo LUKRECJI.
    Na balkonach siedzieliśmy do rana,
    a na kaca piwo jak śmietana !
    dużo okazji do wspólnego z przyjaciółmi balowania
    i na ulicach głośnego śpiewania.
    Wracanie z dyskotek o 6 rano
    tak, że prawie skręciłam sobie kolano :D
    złamałam koturnę w bucie na połowę
    a kolega biegnąc za mną popijał napoje chmielowe.
    Gdy w końcu dochodziliśmy do hotelu
    było nas w nim niewielu.
    Uznaliśmy, że idziemy na plażę balować
    w morzu nago się kąpać i nie stopować !
    Pływanie bez końca
    mnóstwo gorąca
    wylegiwanie na leżakach
    czytanie dobrych książek
    leżenie w krzakach ;)
    1000 pomysłów na minutę na dnia spędzenie
    każdego wtedy brało inne natchnienie.
    Chodzenie na zakupy do Paralii
    i w jej uliczkach gubienie !
    to były czasy
    pozostało tylko westchnienie.
    Wycieczka do Skiathos
    plaży najpiękniejszej odwiedzanie
    i W POLICZEK o zachodzie słońca całowanie.
    na plaży w Skiathos piasek mienił się jak złoto
    zbierali go do butelek i robili sobie z nim photo ;)
    Wakacje są po to by się nie ograniczać
    rodzicom z oczu znikać
    na balety się wpychać
    do rana tańczyć
    jak najwięcej ludzi obtańczyć.
    Na basenie się chillować
    niczym się nie przejmować
    opowiadać opowieści
    całkiem zabawnej i dziwnej treści.
    Opalać się na maksa
    Wrócić do domu jak czekolada
    tak, żeby nie poznał Cię własny tata i mama.
    Przyznajcie mi sami moje wakacje były wspaniałe
    w ogóle rutyną nie przepełnione
    powtórka z rozrywki za rok ? NIEWYKLUCZONE !

    OdpowiedzUsuń
  90. Rachel,
    rachela95@gmail.com

    Moja najśmieszniejsza wakacyjna historia przytrafiła mi się po powrocie z 'wakacji wyjazdowych', kiedy to rozpoczęłam kurs prawa jazdy... Pierwsza godzina jazdy no i najpierw dopasowuję sobie fotel, pytam się faceta jak mam zwiększyć odległość fotela od kierownicy, żebym mogła bez problemu naciskać sprzęgło...on tak na mnie patrzy i po chwili poważnym głosem "no wsadź sobie rączkę tam niżej między nogi". Może niektórym się to wydać odrobinę niesmaczne, ale ja do teraz się z tego śmieję :D

    OdpowiedzUsuń
  91. Karolina

    gooc67@gmail.com

    3 w jednym: nastraszniejsze bylo to, ze sie przewrocilam z koniem co skonczylo sie bliskim spotkaniem z drewnianym plotem, najciekawsze to, ze do szpitala w Olawie chcial przyjechac po mnie moj byly pociagiem, a najsmieszniejsze z kolei, ze jednak przyjechal z kumpelka (Maja) samochodem :)

    OdpowiedzUsuń
  92. gooc67@gmail.com

    3 w jednym: nastraszniejsze bylo to, ze przewrocilam sie z koniem, co skonczylo sie bliskim spotkaniem z drewnianym plotem, najciekawsze to, ze z szpitala w Olawie mial mnie odebrac byly (pociagiem!) a najsmieszniejsze to, ze odebral mnie z kumpelka (Maja) samochodem. takie adwentury.

    OdpowiedzUsuń
  93. Piotr
    polskie.marki@gmail.com

    Jestem ze Szczecina. Moja znajoma chciała psa goldena retrivera, ja również uwielbiam tę rasę. Moja mama nie chciała tego psa, i miałem pojechać do Poznania po tego psa, ale tylko znajomej bo mama się nie zgadzała. Chwilę przed wyjazdem moja mama dała pieniądze na psa i pojechaliśmy :). Przyjechaliśmy do Szczecina, mój pies ma na imię Lucy a znajomej Mia. Mia nie była grzeczna więc po tygodniu znajoma sprzedała Mię, a ja jestem z Lucy. Jaki to los może być zmienny.

    OdpowiedzUsuń
  94. Piotr
    hadrianpd@gmail.com

    Zaręczyłem się :D:D:D:D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  95. Wiktoria
    wika.kiesz@wp.pl
    Najstraszniejsza : uwaga! jeśli masz słabe nerwy nie czytaj tego... 6 dni bez kawy ;c
    Najśmieszniejsza : Byłam w tym roku na wakacjach na Krecie organizowanej przez biuro podróży Itaka. Zawsze wieczorem były organizowane zabawy dla najmłodszych (mini~disco, ps: świetnie się na nich bawiłam ;p) i następnie dla starszych. Zabawy były tematyczne. Jednej pięknej nocy zorganizowali konkurs na mistera hotelu. Na scenę wyszło 4 panów ( w tym mój brat i tata). Wszystko było pięknie, cała publiczność się śmiała. Ogólnie..., było wesoło :) Gdy nagle zawodnicy dostali za zadanie taniec na rurce, wtem mój brat zaczął bardzo sexownie wywijać tyłeczkiem przede mną ;D Inni panowie poradzili sobie równie świetnie ! (oczywiście uwieczniłam sexowne ruchy wszystkich zawodników - filmik wyślę Ci na maila jeśli tylko chcesz )

    OdpowiedzUsuń
  96. Piotr
    hadrianpd@gmail.com

    Zaręczyłem się :D:D:D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  97. Szymek
    bel_air@poczta.pl

    Było to dwa lata temu. Spędzałem wtedy czas w Varnie. Razem ze znajomymi postanowiliśmy wybrać się na skok z bungee :) Kiedy skoczyłem w dół, zamarłem. Zatrzymałem się zbyt wcześnie, jakieś 2 metry nad ziemią. Krzycząc, wreszcie uzmysłowiłem "opiekunowi", że nie obluzował jakiejś blokady czy coś.. Jaki można wysunąć wniosek , po takich zdarzeniach? Życie ciekawsze jest na gruncie, zdecydowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  98. Iza iza.kolanczyk1@gmail.com

    Najstraszniejsza i najgorsze co mi sie przytrafiło to to ze nie udało zdać mi sie matury z marny i mam poprawkę za 5 dni i strasznie sie denerwuje i nie mam wakacji przez poprawę ale liczę ze to zaowocuje ;) a chętnie bym przytulila taka jedna opaski chociażby na szczęście !

    OdpowiedzUsuń
  99. Ania
    ankaaa980@wp.pl

    Moja najśmieszniejsza sytuacja wakacji to taka, że gdy byłam z rodzicami w górach a dokładniej w Bieszczadach pewnego dnia bardzo słonecznego ustaliłam z tatą wędrówkę która miała ok. 30 km. Moja mama już w połowie trasy zaczęła się śmiać że ta trasa się nigdy nie skończy i będzie trwałą 100 km. Gdy już zeszliśmy z gór mieliśmy jeszcze 2 km aby dojść do przystanku autobusowego, jednak smakosz owoców czyli ja po drodze zobaczyłam pełno jeżyn i zaczęłam sobie jeść i zbierać potem przyłączyła się mama i tak z 30 min jadłyśmy, aż w końcu mój tato na to no dalej bo nie zdążymy i z pełnymi garściami szliśmy na ten przystanek. Gdy już tam doszliśmy okazało się że 15 min wcześniej jechał autobus a następny jest dopiero za 2 h ! ;) Więc musieliśmy jechać na auto stopa. I po kilku wymachiwaniach jeden uprzejmy pan zatrzymał się i zawiózł nas do naszej miejscowości gdzie znajdował się hotel. Potem cały czas śmieliśmy się z tego i żartowaliśmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  100. Paulina
    paulisia9674@o2.pl

    Moja najśmieszniejsza historia z wakacji, to taka, gdy będąc jeszcze małą dziewczynką pojechałam do chrzestnej, na wieś. Tam poznałam nowe koleżanki, z którymi spędzałam całe dnie. Pewnego razu, postanowiły, że zaprowadzą mnie w pewne miejsce i tam właśnie się udałyśmy. Doszłyśmy do jakiegoś domu. W sumie, wyglądał całkiem normalnie. Koleżanki powiedziały, że nikt tam nie mieszka i obejrzymy go sobie od wewnątrz, wchodząc przez okno. Nie myślałam nad konsekwencjami, tylko weszłam za koleżankami..Wizualnie, było całkiem normalnie. Krzesła, stół, meble, telewizor, dywany itd., ale nie zastanawiałam się, dlaczego rzekomo nikt tam nie mieszka... Po pewnym czasie, gdy zwiedzałyśmy dom, usłyszałyśmy jakieś kroki i głosy, okazało się, że do domu wróciła właścicielka mieszkania, starsza osiwiała pani.. Gdy tylko ją zobaczyłyśmy, od razu zaczęłyśmy uciekać drogą, którą dostałyśmy się do środka, czyli przez okno. Byłam bardzo przestraszona, więc od razu udałam się do domu. Gdy dotarłam na miejsce, ciocia już wiedziała, co przeskrobałam i nie była zadowolona z mojego zachowania, ale na szczęście musiałam tylko przeprosić właścicielkę domu, a ona wybaczyła i zaprosiła nas na ciasto i herbatkę. Od tamtej pory unikałam już takich dziwnych propozycji i naogól byłam grzeczną dziewczynką :D

    OdpowiedzUsuń
  101. Ola
    aleksykwiatkowska@gmail.com

    U mnie krótko i strasznie. Moment, który podświadomie wiesz, że w końcu nadejdzie po kilkudniowym imprezowaniu, ale wypierasz to. A niech to szlag. Otwierasz oczy, idziesz do lodówki po coś zimnego (niestety nic nie ma) więc odkręcasz kurek z zimną wodą i pochylasz się, żeby ugasić pragnienie. Po chwili chcesz krzyknąć do reszty czy żyje i wtedy już wiesz, że coś jest nie tak. Straciłaś głos i mimo wysiłku i starań wciąż nic. I tak wegetuje od kilku dni w łóżku, walcząc o przywrócenie mojego głosu. Uwierzcie to boli!

    Pozdrawiam
    Olka

    OdpowiedzUsuń
  102. Ola
    aleksykwiatkowska@gmail.com

    U mnie krótko i strasznie. Moment, którego podświadomie się spodziewasz po kilku dniach imprezowania, ale nieustannie wypierasz tę myśl. Budzą Cię wpadające przez okno promienie słońca, kierujesz się od razu do lodówki po coś zimnego do picia (niestety nie znajdując nic), podchodzisz więc do kranu, odkręcasz kurek z zimną wodą i pochylasz się, żeby ugasić pragnienie. Po chwili próbujesz krzyknąć do reszty załogi czy wszyscy żyją i właśnie wtedy orientujesz się, że coś jest nie tak. A niech to szlag, straciłaś głos! I mimo wysiłku i starań nic się nie zmienia. I w ten oto sposób przez kilka ostatnich dni wegetuje w domu, dzielnie walcząc o przywrócenie głosu. Uwierzcie to boli!

    Pozdrawiam
    Olka

    OdpowiedzUsuń
  103. Kuba
    swaggboy994@gmail.com

    A ja miałem same śmieszne historie podczas tegorocznych wakacji!Najciekawsza jednak wydarzyła się w stolicy UK. Patrząc z perspektywy czasu historia londyńska nie była do końca śmieszna.
    Wylatując z Londynu, znaleźliśmy się pierwszy raz na lotnisku Stansted. Samolot mieliśmy o 19 z hakiem. Z hotelu wyruszyliśmy ok 14. O mały włos, a przegapiliśmy autobus, który miał nas zawieźć z Liverpool Street na lotnisko. Ale to nie koniec. Po dotarciu na miejsce, spokojnie udaliśmy się do Starbucksa na kawkę. Coś mnie ruszyło i poszedłem sprawdzić czy nasze karty pokładowe są w porządku. Okazało się, że są ZŁE. Biegając po lotnisku, zauważyłem miejsca, gdzie można wydrukować swoją kartę. Zaangażowałem znajomych, którzy przesłali mi na maila nasze (byłem z przyjaciółmi) karty pokładowe. Udało się, dokładnie 6 min przed zamknięciem bramek przeszliśmy przez kontrolę. Udaliśmy się już prostą drogą do samolotu. Czekaliśmy dość długo, ale w końcu udało się. Weszliśmy do samolotu. Bagaże mieliśmy jedynie podręczne. Samolot wystartował, pogoda była piękna. Po ok 1,5h lotu samolot schodził do lądowania. Wpadliśmy w turbulencje, które trwały ok 5 min- dla mnie 5 godzin! Kapitan ogłosił, że lotnisko we Wrocławiu jest zamknięte i będziemy lądować w Poznaniu. Pod nami "waliły" pioruny, lał deszcz. Lotnisko w Poznaniu było kompletnie nieprzygotowane. Brak informacji, kompetencji pracowników. Musieliśmy czekać, na to, aż nasz przewoźnik- nazwy nie wymienię :p- podstawi autobusy dla pasażerów. Oczywiście podstawił tylko 2 - na ok 200-250 osób. Więc czekaliśmy w strugach deszczu- żartowaliśmy, że autobusy nie ruszą, a przypłyną po nas łodzie ratunkowe :D. Było blisko, ale po 1 wyruszyliśmy w podróż krajoznawczą - Poznań-Wrocław. W swoim ukochanym łóżeczku byłem ok 5 rano.
    Aczkolwiek świetne wakacje w Londynie sprawiły, że już zapomniałem o tej - teraz śmiesznej i ciekawej, wtedy strasznej historii. Ale mi się udało! Połączyłem wszystkie kategorie. Mam nadzieję, że to zgodne z regulaminem!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  104. Wiktor
    m.z.klanu@wp.pl

    Najszczęśliwszy dzień w tym roku to wyczekiwanie na nową piosenkę i teledysk do piosenki Lady Gagi Applause. Jestem jej fanem od początku jej kariery, kocham ją za wszystko co zrobi, jest wspaniała. Piosenka niestety wyciekała, i Gaga tak mi się wydaje już jej nerwy puściły i dodała całą piosenkę. MOJA MINA BYŁA BEZCENNA JAK ODSŁUCHAŁEM PIOSENKĘ PIERWSZY RAZ! Ciary mi tak przechodziłem jak nigdy! Taki jakby muzyczny orgazm!
    Na teledysk umówiłem się z przyjaciółkami na premierę kilka gdzin przed, (premiera video była o 14.30) TO BYŁO MEGA!! CO W TEDY SIĘ DZIAŁO! NIE MOGLIŚMY SIĘ DOCZEKAĆ, DOCHODZIŁA 14.30 I JUŻ, NADESZŁA TA CHWILA, CAŁY ŚWIAT ZOBACZY DŁUGO OCZEKIWANY TELEDYSK KRÓLOWEJ POP'U. MOJE OCZY DOSTAŁY NAJSŁODSZĄ RZECZ JAKIEJ NIGDY NIE MIAŁY, OBEJRZAŁY TELEDYSK! BYLIŚMY MEGA SZCZĘŚLIWI BO VIDEO JEST ŚWIETNE! Po premierze mięliśmy zrobić sobie grilla na tarasie u jednej z przyjaciółki, wcześniej ona pokłóciła się z mamą, dosłownie przed grillem jak to ona ma doprawić schabowego xd Jej mama nas wyprosiła, byłem wtedy taki głodny, musiałem wracać do domu w deszcze bo dosłownie wcześniej było gorąco, i tu tak chamską lało jak z prysznica, no ale doszedłem do domu. Jak jedna kłótnia może rozwalić tak wspaniały dzień ?

    OdpowiedzUsuń
  105. Paula
    paulisek15@wp.pl

    Ja mogę opowiedzieć najbardziej zawstydzającą sytuację z moich tegorocznych wakacji. Jechałam szynobusem i w pewnym momencie odczułam potrzebę udania się do toalety. Coś było nie tak z drzwiami, siłowałam się chwilę z nimi i gdy byłam przekonana, że je zamknęłam, ściągnęłam spodnie i zaczęłam się ustawiać w pozycji "na małysza". Jedną ręką przytrzymywałam się z tyłu, drugą z przodu, bo tylko taka była możliwość i z całych sił próbowałam nie dotknąć niczym tej obrzydliwej deski. Niestety w pewnej chwili pociąg zaczął hamować, a drzwi które wydawały się zamknięte pod wpływem tej siły z hukiem się otworzyły. Na zewnątrz siedzieli jacyś koleś, podczas gdy ja zamarłam w mojej obranej wcześniej pozycji. Nie miałam pojęcia co robić, czy najpierw założyć gacie czy biec zamknąć drzwi, po prostu mnie zamurowało, ich zresztą też (niestety tylko na chwilę). Gdy się w końcu ruszyłam, założyłam spodnie, zatrzasnęłam drzwi i.. spaliłam się ze wstydu. Myślałam, że nigdy nie wyjdę już z tej ubikacji, przynajmniej dopóki oni nie wysiądą z pociągu. Chłopaki mieli niezły ubaw, ja natomiast nie zapomnę tego do końca życia i już zawsze będę kilka razy sprawdzała czy drzwi na pewno są dobrze zamknięte ;)

    Pozdrawiam, Paula :)

    OdpowiedzUsuń
  106. Wiktor
    m.z.klanu@wp.pl

    Najszczęśliwszy dzień w tym roku to wyczekiwanie na nową piosenkę i teledysk do piosenki Lady Gagi Applause. Jestem jej fanem od początku jej kariery, kocham ją za wszystko co zrobi, jest wspaniała. Piosenka niestety wyciekała, i Gaga tak mi się wydaje już jej nerwy puściły i dodała całą piosenkę. MOJA MINA BYŁA BEZCENNA JAK ODSŁUCHAŁEM PIOSENKĘ PIERWSZY RAZ! Ciary mi tak przechodziłem jak nigdy! Taki jakby muzyczny orgazm!
    Na teledysk umówiłem się z przyjaciółkami na premierę kilka gdzin przed, (premiera video była o 14.30) TO BYŁO MEGA!! CO W TEDY SIĘ DZIAŁO! NIE MOGLIŚMY SIĘ DOCZEKAĆ, DOCHODZIŁA 14.30 I JUŻ, NADESZŁA TA CHWILA, CAŁY ŚWIAT ZOBACZY DŁUGO OCZEKIWANY TELEDYSK KRÓLOWEJ POP'U. MOJE OCZY DOSTAŁY NAJSŁODSZĄ RZECZ JAKIEJ NIGDY NIE MIAŁY, OBEJRZAŁY TELEDYSK! BYLIŚMY MEGA SZCZĘŚLIWI BO VIDEO JEST ŚWIETNE! Po premierze mięliśmy zrobić sobie grilla na tarasie u jednej z przyjaciółki, wcześniej ona pokłóciła się z mamą, dosłownie przed grillem jak to ona ma doprawić schabowego xd Jej mama nas wyprosiła, byłem wtedy taki głodny, musiałem wracać do domu w deszcze bo dosłownie wcześniej było gorąco, i tu tak chamską lało jak z prysznica, no ale doszedłem do domu. Jak jedna kłótnia może rozwalić tak wspaniały dzień ?

    OdpowiedzUsuń
  107. Olaf
    o_stoklosa@interia.pl

    W te wakacje idę sobie spokojnie ze znajomymi przez rynek w Krakowie, nagle Aleks(mój przyjaciel)chciał kupić sobie coś do picia. W naszą stronę zmierzał pan który rodawał ulotki. W pewnym momencie pewnym głosem powiedziałem do Aleksa "Nie, nie mamy czasu", zdanie to usłyszał także Pan który chciał wręczyć nam ulotkę, strasznie się skpował popatrzył na mnie, odwrócił się i poszedł. Ja troche skamieniałem a po pewnej chwili zacząłem się głośno śmiać ;))) Podszedłem do niego, poprosiłem jedną ulotkę, a on na mnie jak na jakiegoś nienormalnego...w sumie nie dziwie mu się. Od tamtej pory nie mówi już nic abyt głośno gdy jestem gdzieś na wypadzie ze znajomymi ;]]]

    OdpowiedzUsuń
  108. Patryk pindol.1998@gmail.com
    Na tych wakacjach pojechałem z rodzicami na tydzień na Węgry do miejscowości Tiszaujvaros , było cudownie !!! W trzeci dzień przyjechała koleżanka mojej mamy z chłopakiem i dziećmi , zrobiło się jeszcze ciekawiej bo mieszkaliśmy w jednym domku :D ale mniejsza o to , w piąty dzień wieczorem przy grillu chciałem zbadać poziom glukozy we krwi ( jestem cukrzykiem typu 1 ) a tu ku mojemu zaskoczeniu w pudełeczku z paskami testowymi było pusto !!!! Pierwszą reakcją mojej mamy było WRACAMY DO DOMU - SZYBKO !!!!!!!!! Ale jakoś wybrnęliśmy z tej sytuacji bo zawsze tak jest ze nasze mamy są wrażliwe i podejmują decyzje nie rozważnie :D Rano tato pojechał do apteki w TESCO i znalazł ostatnie pudełeczko pasków testowych kompatybilnych z moim glukometrem One Touch Select Mini , kosztowały one 3000 Forint ( w przeliczeniu na złotówki wychodzi 45 zł ) a w Polsce koszt pasków refundowanych to 1 gr za 1 pasek testowy - w pudełeczku znajduje się 50 pasków co daje 50 gr !!! Ale nie o pieniądze tu chodzi .... lecz o same przeżycia które z tego wynikły :D Nie mam pojęcia czy zasługuje to na bransoletkę , to już twój wybór :D !!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  109. zuza,
    bezkituu@gmail.com

    najstraszniejsza:
    Spotkałam Vanitas'a a on mnie nie poznał, omatko omatko!

    OdpowiedzUsuń
  110. Aleksandra
    ola-bajdan@wp.pl

    Zdecydowanie najśmieszniejszą, a jednocześnie najciekawszą historią z moich wakacji jest wyjazd na woodstock. 4-dniowy pobyt wśród milionów ludzi był dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Na woodzie panuje klimat, którego nie da się opisać, nie bez powodu mówi się, że tam się nie jedzie tylko wraca :) Nigdy nie spotkałam się z tak wielką życzliwością ludzi. Już nie przynudzając, przejdę do tych zabawnych historii. Sytuacja, która rozbawiła naszą ekipę, to moment w którym mój chłopak, wraz z kolegą podszedł do faceta i powiedział, iż ten "wygrał woodstock". Reakcja kolesia była epicka, ściągnął koszulkę, dziękował, mówił, że pierwszy raz coś wygrał, był mega szczęśliwy. Kolejna natomiast, to chwila w której nasz kolega postanowił wejść w śpiwór i udawać gąsienicę, czołgał się tak na prawdę sporo czasu, ludzie mu kibicowali, a ten twierdził, że niebawem stanie się pięknym motylem. "Na piśmie" te historie wydają się banalne, ale wierz mi, że warto było to zobaczyć, bo na samo wspomnienie śmieję się do siebie.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  111. Konrad
    konrad.suwalski@gmail.com

    Najciekawsza historia wakacyjna... Nie wiem czy to najciekawsza historia, ale na pewno dla mnie najważniejsza.
    2 lata temu postanowiliśmy ze swoją świeżo upieczoną żoną zafundować sobie zasłużone wakacje w jakimś ciepłym kraju. Wiadomo - smażenie się na słońcu, drinki, zimne piwko na plaży, all inclusive, zero zwiedzania, tylko lenistwo w najczystszym wydaniu. Nasz wybór padł na Turcję. Wybraliśmy Biuro Podróży, wpłaciliśmy zaliczkę i ... czekaliśmy. W międzyczasie mieliśmy strasznie dużo pracy, a mojej żonie cały czas chciało się spać. A kiedy już JA wchłaniałem sałatkę jarzynową przegryzając ją sernikiem (a nie cierpię sernika) stwierdziłem że to "coś się zaczyna dziać".
    Następnego dnia zakupiliśmy test ciążowy ... W sumie 3 testy. I każdy z nich mówił jedno ... Ciąża. No i lawina emocji, myśli, nerwów, stresu ... I co z wakacjami? Co z piciem drinków na plaży? Co z nocnym balowaniem?
    Lekarz pozwolił lecieć. Więc polecieliśmy - z małą fasolką w brzuchu. Obawiałem się o samopoczucie mojej żony. Tym bardziej, że przywitały nas 50-stopniowe upały. I podczas gdy ja omdlały leżałem w cieniu moja żona niczym nimfa wodna szalała w morzu, w basenie. I choć oszczędziliśmy sobie tych drinków na plaży i wieczornych szaleństw to i tak był to dla nas wyjątkowy czas - ostatnie wakacje we dwoje - a jednocześnie już pierwsze we troje.

    I tak trwają do dziś te nasze wakacje we trójkę :-)

    Pozdrawiam i życzę gorących ostatnich dni wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  112. Ada, adrianna.z@poczta.fm

    kupiłam drewniany mikro domek do totalnego remontu, wiec moja przygoda potrwa jeszcze ponad rok. (dziwie się że byłam tak odważna i postawiłam wszystko na jedna kartę)

    OdpowiedzUsuń
  113. Kat
    imago89@interia.pl

    Zapewne każdego chociaż raz poniosła impreza. Nas też. Najpierw zaczynasz od domówki, dużo znajomych, ogólny hałas. Tutaj wkraczają sąsiedzi. Zmiana miejsca, idziemy na miasto, a po drodze kończymy nasze piwa. Następuje podział. Pierwszy przystanek. Barbakan. Piwo. Drugi przystanek nieopodal sukiennic. Piwo. Jeden klub, drugi, nocny. Pasuje się schować w jakąś bramę. Przechodząca dziewczyna się pyta, czy wiemy, że to tyły komendy. A co tam! Jesteśmy niezniszczalni. Kolejny klub, pub. Facet opowiada historię swojego życia. Miał genialną pracę. Codziennie rano garnitur, teczka i leżenie cały dzień. Proste, pracował przecież jako model na wystawie z trumnami w zakładzie pogrzebowym. Dresy zaczepiają kolegę w lisie na szyi. Skąd on go ma? Uciekamy, żyjemy. ... Poranek. Ból głowy. Wody! W przedpokoju wózek na zakupy z hipermarketu. Skąd? Faktycznie byliśmy niezniszczalni! Byliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  114. Adam
    kolano80@interia.eu

    Tego dnia wracałem z Poznania. Stwierdziłem, że najlepiej będzie jak wyjadę rano, żeby ominąć upał i być szybciej na miejscu, bo chciałem się popołudniu spotkać ze znajomymi. Już sama podróż pociągiem była ciekawa, bo na przeciwko mnie siedział skinhead neonazista ze swastykami na przedramionach. I zawsze jak ktoś przechodził korytarzem on patrzył na tą osobę z taką miną, że miałem wrażenie, że zaraz wyciągnie nóż i wszystkich pozabija. W Lesznie do przedziału weszła para małżonków. Mieli może z 26-28 lat. W każdym razie dziewczyna była tak zjarana, że jak szła do toalety to chciała skręcić w prawo i pójść do dalszej (siedzieliśmy przedział od toalety po lewej) i jej chłopak zwrócił jej uwagę, że tu ma bliżej ona zaczęła się kręcić. Zrobiła jakieś 6 obrotów i upadła na ziemię. Jak już wróciłem do Wrocławia poszedłem na szybkie zakupy na których kupiłem najpiękniejsze mokasyny jakie widziałem. Popołudniu spotkałem się ze znajomymi. Ubrałem nowe buty, żeby się nimi pochwalić. Poszliśmy do pubu. Piliśmy drinki i ogółem świetnie się bawiliśmy. Po chwili namysłu stwierdziliśmy, że idziemy na rynek. Tam spotkaliśmy naszego znajomego, który namówił nas, żebyśmy poszli z nim na Wyspę Słodową. Bez namysłu się zgodziliśmy. Tam natomiast spotkaliśmy jeszcze więcej naszych znajomych. Ogółem cały dzień na wycieczkach i spotkaniach. Gdy wróciłem do domu zorientowałem się, że moje wspaniałe buty tak obtarły mi nogi, że jedyne buty w jakich mogę chodzić to kapcie, a ran nie mogłem wygoić przez tydzień.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  115. Adam
    kolano80@interia.eu


    Tego dnia wracałem z Poznania do Wrocławia. Postanowiłem wyjechać z samego rana, żeby uniknąć jazdy w upale. Już w samym pociągu było ciekawie, ponieważ siedziałem na przeciwko skinheada neonazisty, który miał wzrok jakby chciał każdego zasztyletować. W Lesznie do mojego przedziału dosiadła się para. Mieli oni jakoś po 26-28 lat. Zapamiętałem ich, bo dziewczyna była tak zjarana, że gdy chciała pójść do toalety i wychodząć na korytarz skręciła w prawo, a jej chłopak powiedział, że w lewo ma bliżej, ta spanikowana zaczęła się kręcić i upadła na ziemię. Gdy dojechałem do domu, szybko się przebrałem i poszedłem na szybkie zakupy, bo popołudniu chciałem się spotkać ze znajomymi. Kupiłem wtedy najpiękniejsze mokasyny jakie widziałem. Ubrałem je nawet na spotkanie z przyjaciółmi. Poszliśmy do pubu, zamówiliśmy drinki i dobrze się bawiliśmy. Z czasem stwierdziliśmy, że chcemy iść na rynek. Gdy już tam byliśmy spotkaliśmy naszego znajomego, który namówił nas, żebyśmy poszli z nim na Wyspę Słodową. Na miejscu okazało się, że jest tam jeszcze więcej naszych znajomych. Wraz z nimi siedzieliśmy do późna na mieście i ogółem to była jedna z najbardziej udanych nocy w tym roku. Jednak gdy wróciłem do domu okazało się, że moje nowe buty tak mnie obtarły, że jedyne obuwie w jakim mogę chodzić to kapcie, a ran nie mogłem wygoić przez 2 tygodnie. :/ No cóż. opłacało się :D

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  116. Adam
    kolano80@interia.eu


    Tego dnia wracałem z Poznania do Wrocławia. Postanowiłem wyjechać z samego rana, żeby uniknąć jazdy w upale. Już w samym pociągu było ciekawie, ponieważ siedziałem na przeciwko skinheada neonazisty, który miał wzrok jakby chciał każdego zasztyletować. W Lesznie do mojego przedziału dosiadła się para. Mieli oni jakoś po 26-28 lat. Zapamiętałem ich, bo dziewczyna była tak zjarana, że gdy chciała pójść do toalety i wychodząć na korytarz skręciła w prawo, a jej chłopak powiedział, że w lewo ma bliżej, ta spanikowana zaczęła się kręcić i upadła na ziemię. Gdy dojechałem do domu, szybko się przebrałem i poszedłem na szybkie zakupy, bo popołudniu chciałem się spotkać ze znajomymi. Kupiłem wtedy najpiękniejsze mokasyny jakie widziałem. Ubrałem je nawet na spotkanie z przyjaciółmi. Poszliśmy do pubu, zamówiliśmy drinki i dobrze się bawiliśmy. Z czasem stwierdziliśmy, że chcemy iść na rynek. Gdy już tam byliśmy spotkaliśmy naszego znajomego, który namówił nas, żebyśmy poszli z nim na Wyspę Słodową. Na miejscu okazało się, że jest tam jeszcze więcej naszych znajomych. Wraz z nimi siedzieliśmy do późna na mieście i ogółem to była jedna z najbardziej udanych nocy w tym roku. Jednak gdy wróciłem do domu okazało się, że moje nowe buty tak mnie obtarły, że jedyne obuwie w jakim mogę chodzić to kapcie, a ran nie mogłem wygoić przez 2 tygodnie. :/ No cóż. opłacało się :D

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  117. Michasia
    michalinadzik@wp.pl

    Mój dwuletni kuzyn Jasio uwielbia mojego tatę. Można powiedzieć, że jest nim zafascynowany. A w zwiąku z tym, że mój tata jest wielkim miłośnikiem motocykli, to Jan oczywiście też za nimi szaleje! ;) Mój mały kuzyn nie należy do tych miłych i grzecznych dzieciaczków. Jest to właściwie mały diabełek :D
    Dwa tygodnie temu ciocia chciała ubrać małego łobuza w majtki, bo biegał po domu jak go natura stworzyła. A że goście w domu, no to troszkę głupio ;) Niestety nie było to takie łatwe. Po kilku minutach biegania i szamotaniny okazało się, że Jaśkowi nie podobają się majtki, które wybrała jego mama. Zdyszana i i lekko podirytowana ciocia chciała je wymienić, ale mój tata, który obserwował całą sytuację wpadł na pomysł i oznajmił z poważną miną:
    "-Jasiek, dlaczego nie chcesz założyć tych majtek?! Przecież to są majtki MOTOCYKLOWE! Ja noszę takie same!" Kiedy tylko Jan to usłyszał, od razu wyrwał 'majtki motocyklowe' z rąk mamy, pobiegł je założyć i potem z wielką dumą je prezentował. A my mieliśmy ubaw po pachy! :D
    I tym oto sposobem mamy na niego sposób, który, wierzcie lub nie, działa za każdym razem! ;)

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  118. Natalia
    iloveprada@wp.pl

    To ja dla odmiany napiszę najstraszniejszą przygodę moich wakacji. Z zeszłym tygodniu wybrałam się quadem na przejażdżkę do lasu. Była to godzina 20, więc już zaczynało się robić dość ciemno, ale stwierdziłam, że pojadę moją podstawową trasą, którą dobrze znam i wrócę szybko, zanim zajdzie słońce. Jak już wjeżdżałam do lasu od razu wiedziałam, że nie był to najlepszy pomysł. Wiadomo, w lesie są drzewa i im dalej, tym ciemniej i straszniej... Postanowiłam jak najszybciej przejechać moją trasę i wracać do domu. Podczas mojej trasy w pewnym momencie przejeżdża się przez dość dużą polankę, a następnie znów wjeżdża w las, robiąc koło wokół owej polanki. Kiedy mijałam jadną ze ścieżek, odchodzących od głównej drogi zobaczyłam na jej końcu jakąś postać. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ten ktoś stał na polance! Na tej polance, którą przed sekundą przejechałam!!! (Nie muszę chyba wspominać, że kiedy po niej jechałam, nie było tam żywej duszy?) Byłam tak przerażona, że mój quad osiągną chyba największą prędkość w swojej karierze. Najgorsze było to, że żeby wydostać się z tego cholernego lasu, musiałam raz jeszcze przejechać przez polankę, tyle że z drugiej strony! Serce waliło mi jak nigdy w życiu...Na szczęście udało mi się jakoś wrócić do domu i wiem jedno... Już nigdy nie pojadę na polankę!
    Co to było?! I czy naprawdę tam coś było?! Nie wiem do dzisiaj, ale nadal przechodzą mnie dreszcze, jak tylko o tym pomyślę.

    OdpowiedzUsuń
  119. Dominik,
    szwedes111@gmail.com

    Z jakieś dwa tygodnie temu wchodzę do salonu Adidas Originals we Frankfurcie... Rozglądam się, patrzę... - jest! Czerwona deszczówka - pomyślałem, że musi być moja!!! Znalazłem rozmiar, przymierzyłem - leżała jak ulał... :D Stwierdziłem, że nie będę sobie żałował bo w końcu po coś przyjechałem tutaj do pracy... :D Podchodzę do kasy, kurtka już zapakowana, sięgam po portfel... - i właśnie zorientowałem się, że chyba musiałem go zgubić, choć byłem pewien, że wchodziłem z nim do sklepu..? Kasjerka mówi do mnie coś po niemiecku - myślę, nie rozumiem.., tłum ludzi za mną w kolejce... Nic tylko się zapaść pod ziemię, bo już sam nie wiesz co robić... :P W końcu tak się zdenerwowałem, że zacząłem mówić od rzeczy i to po polsku, także teoretycznie nikt nie powinien mnie zrozumieć.. Aż tu nagle odzywa się do mnie drugi kasjer - co się okazało, Polak :D Po chwili daje mi mój portfel, który leżał jak się okazało na ziemi pod regałem z kurtkami.. Wszystko dobrze się skończyło, a ja zgarnąłem 35% rabat na kurtkę i 30 Euro zniżki na nową kolekcję... :D

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  120. Dominik,
    szwedes111@gmail.com

    Z jakieś dwa tygodnie temu wchodzę do salonu Adidas Originals we Frankfurcie... Rozglądam się, patrzę... - jest! Czerwona deszczówka - pomyślałem, że musi być moja!!! Znalazłem rozmiar, przymierzyłem - leżała jak ulał... :D Stwierdziłem, że nie będę sobie żałował bo w końcu po coś przyjechałem tutaj do pracy... :D Podchodzę do kasy, kurtka już zapakowana, sięgam po portfel... - i właśnie zorientowałem się, że chyba musiałem go zgubić, choć byłem pewien, że wchodziłem z nim do sklepu..? Kasjerka mówi do mnie coś po niemiecku - myślę, nie rozumiem.., tłum ludzi za mną w kolejce... Nic tylko się zapaść pod ziemię, bo już sam nie wiesz co robić... :P W końcu tak się zdenerwowałem, że zacząłem mówić od rzeczy i to po polsku, także teoretycznie nikt nie powinien mnie zrozumieć.. Aż tu nagle odzywa się do mnie drugi kasjer - co się okazało, Polak :D Po chwili daje mi mój portfel, który leżał jak się okazało na ziemi pod regałem z kurtkami.. Wszystko dobrze się skończyło, a ja zgarnąłem 35% rabat na kurtkę i 30 Euro zniżki na nową kolekcję... :D

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  121. Dominik,
    szwedes111@gmail.com

    Z jakieś dwa tygodnie temu wchodzę do salonu Adidas Originals we Frankfurcie... Rozglądam się, patrzę... - jest! Czerwona deszczówka - pomyślałem, że musi być moja!!! Znalazłem rozmiar, przymierzyłem - leżała jak ulał... :D Stwierdziłem, że nie będę sobie żałował bo w końcu po coś przyjechałem tutaj do pracy... :D Podchodzę do kasy, kurtka już zapakowana, sięgam po portfel... - i właśnie zorientowałem się, że chyba musiałem go zgubić, choć byłem pewien, że wchodziłem z nim do sklepu..? Kasjerka mówi do mnie coś po niemiecku - myślę, nie rozumiem.., tłum ludzi za mną w kolejce... Nic tylko się zapaść pod ziemię, bo już sam nie wiesz co robić... :P W końcu tak się zdenerwowałem, że zacząłem mówić od rzeczy i to po polsku, także teoretycznie nikt nie powinien mnie zrozumieć.. Aż tu nagle odzywa się do mnie drugi kasjer - co się okazało, Polak :D Po chwili daje mi mój portfel, który leżał jak się okazało na ziemi pod regałem z kurtkami.. Wszystko dobrze się skończyło, a ja zgarnąłem 35% rabat na kurtkę i 30 Euro zniżki na nową kolekcję... :D

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  122. Allan littleblueorange@gmail.com

    Mnie to rozbawiło do łez , oraz barmana też :]

    Otóż , byliśmy na wakacjach w turcji , poszedłem z mamą po drinka , moja mama średnio się po englishu dogaduje kiedy barman zapytał się jej w obcym języku co podać , moja mama z pełną dumą odpowiedziała Poland , na to barman w śmiech oraz cały bar :))))))

    OdpowiedzUsuń
  123. Monika,
    monisiak19977@wp.pl

    Francja,Nice,maj
    po dużym wysiłku w wodzie,razem z moją bratową i koleżanką uznałyśmy że trzeba oddać "płyny":) i tutaj zaczyna się historia! udajemy się do nieopodal postawionej toaletki (płatnej)przy drodze. jak to nowy kraj, żadna z nas nie wiedziała jak obsługuję się kabinę. próbujemy na różne sposoby ale nic! po kolejnych próbach, ze zmęczenia i z wielkiej już potrzeby poszłyśmy na łatwiznę. razem z bratową(bo tak bezpieczniej) weszłyśmy do środka,zamknełyśmy drzwi. mówimy że wszystko w porządku więc na co czekać. wszystko poszło pięknie gdyby nie podczas załatwiania potrzeby jednej z nas nie otworzyły drzwi nie zawył alarm i ludzie idący po chodniku i ci w autach nie śmiali się ani nie wytykali palcami.. takiego wystarzału jeszcze nie było! ;)

    OdpowiedzUsuń
  124. Natalia
    nafi12@wp.pl

    Najśmieszniejsza historia wakacji przydarzyła mi się dzisiaj. Na rano byłam umówiona do fryzjerki (jest to przyjaciółka mojej mamy) i miała obciąć mi włosy w swoim domu. Mieszka w wieżowcu na 3 piętrze a, że z rana byłam niedospana i ledwo co kontaktowałam postanowiłam pojechać windą. Niestety w windzie w panelu nie nacisnęłam 3 a 76 (czyli numer mieszkania). Przez dobre kilka/kilkanaśnie minut jeździłam windą w dół i z powrotem. Jak w końcu winda zatrzymała się i moja przejażdżka dobiegła końca pobiegłam schodami do mieszkania i gdy opowiedziałam to mamie i jej przyjaciółce prawie posikały się ze śmiechu.. :))

    OdpowiedzUsuń
  125. Ola
    aaleksandra.pietrzak@gmail.com

    Powidz, woj.wielkopolskie. Kolejny poranek na wakacjach ze znajomymi. Wstaje rano ok. godz. 10. Podnoszę się by odebrać telefon. Siedzę na brzegu łóżka i oczom nie mogę uwierzyć. Na środku niedużego pokoju stoi spoglądający na mnie gołąb ;o ! Myślę 'co jest?!'. Drzwi były zamknięte przez całą noc. Tylko okno było delikatnie uchylone, ale gołąb by się nie przecisnął przecież ! xd
    Do dzisiaj nie mogę pojąć jak on się tam dostał. Ale myśląc o tym zawsze się śmieje ; )

    Pozdrawiam,
    Ola.

    OdpowiedzUsuń
  126. Damian
    master845@interia.pl

    Czas się kończy więc nie będę się rozpisywał :D
    Te wakacje uważam za dziwne i za piękne ;D
    Piękne bo pogoda jest piękna a jeszcze dobrze wykorzystany czas cieszy ;)
    Niestety są też złe strony :D
    Ostatnio kupiłem bransoletkę z Mickey Mouse od razu ją ubrałem (mogłem się wstrzymać i pomodlić o nią może by została przy mnie) haha
    poszedłem z nią na miasto oczywiście wypad skończył się wyprawą do klubu gdzie tak poniósł mnie parkiet, że gdy wracałem do domu zobaczyłem że na mojej ręce jest tylko opaska ledowa zamiast bransoletki z Mickey Mouse. Ktoś sobie zrobił piękny prezent a dla mnie głupią wymianę haha ;)
    Może się uda to wygrana opaska będzie w kwarantannie ;D

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  127. Damian
    master845@interia.pl

    Czas się kończy więc nie będę się rozpisywał :D
    Te wakacje uważam za dziwne i za piękne ;D
    Piękne bo pogoda jest piękna a jeszcze dobrze wykorzystany czas cieszy ;)
    Niestety są też złe strony :D
    Ostatnio kupiłem bransoletkę z Mickey Mouse od razu ją ubrałem (mogłem się wstrzymać i pomodlić o nią może by została przy mnie) haha
    poszedłem z nią na miasto oczywiście wypad skończył się wyprawą do klubu gdzie tak poniósł mnie parkiet, że gdy wracałem do domu zobaczyłem że na mojej ręce jest tylko opaska ledowa zamiast bransoletki z Mickey Mouse. Ktoś sobie zrobił piękny prezent a dla mnie głupią wymianę haha ;)
    Może się uda to wygrana opaska będzie w kwarantannie ;D

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  128. Kamila
    kamila.konecka@gmail.com

    Ameryka. Próba ślubu mojej kuzynki w kościele. Los chciał, iż mój dziadek (posługujący się oczywiście polskim językiem, ewentualnie niemieckim), miał wchodzić ze swoją byłą żoną jeszcze przed panną młodą. Pani, która organizowała ślub już wszystkich ustawiła, został jej mój kochany dziadek. Podchodzi do niego i pyta : "Do you speak english?" Na co dziadziuś tupiąc nogą i salutując, odpowiedział: "Nein!". Nawet księdza to rozbawiło ;)

    OdpowiedzUsuń
  129. Martyna
    m.bylinska1@gmail.com

    Pierwszy dzień spędzony w Paryżu w moim życiu...Był wieczór, ok 21.30, wracaliśmy spod wieży Eiffla do samochodu, który zaparkowaliśmy nie daleko centrum, ale trochę zgłodnieliśmy, więc postanowiliśmy skoczyć do pierwszej lepszej knajpki przegryźć coś. Weszliśmy do środka..osobiście nie byłam zbyt głodna więc przyglądałam się ludziom i wnętrzu pomieszczenia, a reszta 'wycieczki' wybierała coś do jedzenia. Przyglądam się i przyglądam pewnemu murzynowi ( nie jestem rasistką!:D ), który zajadał kurczaka. Siedział przy otwartym na oścież oknie. Stoję i patrzę..jak na obraz.. nagle z za okna słychać jakieś krzyki ! Myślę, sobię kuurcze o co chodzi, oczywiście nic nie rozumiałam, bo nie znam francuskiego, ale nie były to okrzyki radości. Nie minęła minuta i nagle ktoś z zewnątrz podbiegł do otwartego okna i prysną gazem pieprzowym!!!
    Wszyscy zaczęli krzyczeć, uciekać, każdy zakrywał twarz częścią garderoby którą miał pod ręką, pracownicy wyganiali nas z kafejki, dusiło mnie w gardle, biegliśmy ciemną uliczką prosto przed siebie...nie wiedziliśmy gdzie.. w zasadzie każdy rozbiegał się w inną stronę oby odetchnąć czystym tlenem, za nami, przed nami, z nami biegli różni luuudzie, nagle jakies drzwi się otworzyły i dość młody francuz krzyczał,abyśmy weszli do środka. Oczywiście się nie zastanawialiśmy i wbiegliśmy. Przeszliśmy przez dość wąski korytarzyk i spoczeliśmy na chwilę.. to był mały hotelik, całkiem przytulnie w środku. Pan spytał czy czujemy się dobrze. Było już lepiej, odetchnęliśmy i podziękowaliśmy za pomoc. Pan wytłumaczył, że dość często odgrywają są tutaj takie akcje, bo małe grupki wandali uciekają przed policją, ktoś musiał użyć gazu i się rozprzestrzenił. Wracając do samochodu oczywiście głodni i zmęczeni przechodziliśmy obok tej samej knajpki..Pracownicy powoli już zamykali lokal, ale czarny którego wcześniej obserwowałam nadal siedział przy oknie i delektował sie swoim kurczakiem...widocznie już przywykł, a kolacja odgrywa ważną rolę w jego życiu. :)

    OdpowiedzUsuń
  130. Moja najśmieszniejsza historia podczas wakacji wydarzyła się na Haineken Opener Festival w Gdyni.
    Spacerując przez pewien czas samotnie przez pola festiwalowe ,zamyślony i wpatrzony w telefon komórkowy wpadłem twarzą wprost na pewną dziewczynę. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, ale po chwili oddechu zauważyłem ,że jest to piękna Alicja Bachleda-Curuś. Oczywiście cały oblany rumieńcami na twarzy i zawstydzony bardzo ją przeprosiłem. Przedstawiliśmy się sobie i zrobiliśmy wspólne zdjęcie.
    Alicja okazała się bardzo fajną i kontaktową osobą, a gdyby nie moje roztargnienie na pewno nigdy bym jej nie poznał :)

    Mateusz
    zice@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  131. Marysia, mikamarysia@wp.pl
    Moje wakacje zaczeły się już od czerwca, akurat 2 miałam jechac na koncert Lany Del Rey. W piątek wsiadłam w busa ze swojej miejscowości i ruszyłam do stolicy, oczywiście jakby się to obyło bez pomyłki. Umówiłam się z ciotką na ulicy Trawiastej a wysiadłam na Wiatracznej. Po dłuugim czekaniu w końcu się odnalazłyśmy. Sobotni poranek spędziłam na zakupach, a następnie razem z towarzyszem wybraliśmy się pod hotel, w którym Lana najprawdopodobniej miała się pojawić. I tu zaczyna się cała akcja. Pod hotelem byliśmy około 13.30 i spotkaliśmy 2 dziewczyny spod Wawy, które też na nią czekały. Tak więc w czwórkę usiedliśmy i czekamy. Mijają minuty .... godziny... i nagle podjeżdża AUTOKAR! Tak 1 część teamu Lany wysiada mieli na torbach jej inicjały machali nam my coś im gadaliśmy pytaliśmy o Lanę jednak oni nic. Weszli do hotelu więc my czekamy dalej... Mijają kolejne minuty i PODJEŻDŻA DRUGI AUTOKAR kolejna część jej teamu. Żeby było śmieszniej pierwszy wysiadł "pan", który wyglądał identycznie jak Will.I.Am więc byliśmy całkiem zdezorientowani. Wypakowywali torby na każdej z nich większość miała jej inicjały bądź cały pseudonim artystyczny. I tak mijały kolejne minuty i kolejne autokary podjeżdżały a Lany brak... Spędziłyśmy tam około 12 godzin. Tak 12 godzin pod hotelem bez jedzenia bez picia i okrycia na noc. W końcu poddaliśmy się. Następnego dnia też udaliśmy się pod hotel, był to już dzień koncertu więc było mnóstwo ludzi, ale po jakimś czasie zebraliśmy się i pojechaliśmy pod Torwar. Następnego dnia po koncercie okazało się, że Lana weszła tylnym wejściem prowadzącym prosto do pokoju w tym czasie kiedy my fascynowaliśmy się Will.I.Am 'em. Tak więc ok 15 godzin stania nie zaowocowało spotkaniem z nią, jednak to najlepsze wspomnienie tych wakacji i na pewno zapamiętam je do końca życia.

    OdpowiedzUsuń
  132. Krystian
    blueh1995@interia.pl

    Najstaszniejsza historia jaka mi się wydarzyła się w jednej z galerii w mojej miejscowości .... Zbierałem kasę rozdając ulotki z używanymi podręcznikami taka łatwa kaska ... Dzień po postanowiłem że za zarobioną kasę kupię sobię bluzę z Zary, która była akurat w przecenie .... po zakupie zafascynowany poszedłem kupić sobie sorbet truskawkowy do jakiegoś tam stoiska , rozkoszując się sorbetem położyłem torbę z bluzą pod ławkę i poszedłem jakieś 100 m dalej wyrzucić kubek do śmietnika ....... wracam a torby NIE ma .... cały lipiec wstawania o 6.00 poszłooooooo !!!

    Pozdrawiam .;D

    OdpowiedzUsuń
  133. Kubula
    jeeeydi@gmail.com

    W lipcu postanowiłem wybrać się do warszawy w poszukiwaniu inspiracji, spokoju i relaksu. Umówiłem się ze znajomym ,że przenocuje mnie przez 2 dni na Mokotowie. Zadowolony o godzinie 22 dojeżdżam do Warszawy, wychodzę wyjściem obok złotych , zawsze tak samo podekscytowany i wolny widząc wieczorem pałac kultury i chmare wyluzowanych ludzi szykujących się na imprezę. Wpatruję się i podziwiam mój ulubiony monument a tu jeb -połączenie od adriana. Myślę sobie- już po mnie jedzie to będzie wspaniały wieczór. Okazuje się ,że mama Adriana wylądowała w szpitalu więc musiał wrócić do rodzinnego miasta. Myślę sobie ,że siedzę z jedną ręką w nocniku. Wpadłem na wspaniały pomysł ,że schowam się do torby pod pałacem kultury i pójdę spać. Ledwo usnąłem, ktoś zaczął szarpać pukać dziurawić moją torbę, gdyż wydała mu się zbyt nabita. Okazało się ,że to policja. Zabrali mnie na izbę dziecka skąd musieli odebrać mnie rodzice. Trochę poniosła mnie fantazja haha

    OdpowiedzUsuń
  134. Kamila
    kkamilaa33@wp.pl
    Moją niezapomnianą myślę na lata historią z tych wakacji było "wyjście za mąż". Ale nie takie zwykłe... Wiem że to konkurs i powinnam opowiedzieć tą historię, ale jest ona dla mnie szczególna, i jednak nie zamierzam się nią z nikim dzielić :D Zapewne to falstart, więc życzę powodzenia innym ;)

    OdpowiedzUsuń
  135. Maria
    myszka89i@gmail.com

    Najśmieszniejsza historia przytrafiła mi się podczas zakupów z tatą. Wyszliśmy ze sklepu, jakieś dwie panie (Świadkowie Jehowy) do mojego taty "Dzień dobry, panu". Tata je rozpoznał i w pierwszej chwili nic nie odpowiedział, to pani się pyta czy mówi po polsku. On na to "oui" (dowcipniś :]) z czego jedna do drugiej "Nie, nie mówi, chodźmy!". Całą drogę do domu nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Najlepsze były ich miny :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  136. Maria
    myszka89i@gmail.com

    Najśmieszniejsza historia przytrafiła mi się podczas zakupów z tatą. Wyszliśmy ze sklepu, jakieś dwie panie (Świadkowie Jehowy) do mojego taty "Dzień dobry, panu". Tata je rozpoznał i w pierwszej chwili nic nie odpowiedział, to pani się pyta czy mówi po polsku. On na to "oui" (dowcipniś :]) z czego jedna do drugiej "Nie, nie mówi, chodźmy!". Całą drogę do domu nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Najlepsze były ich miny :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  137. Magda, maggz@o2.pl
    W te wakacje pracowałam sprzedając hot dogi. Pewnego bardzo ciepłego dnia do mojego wózka podszedł chłopak z prawdziwym boa na szyi i z pełną powagą spytał czy zrobiłabym Borysowi (bo tak owy wąż się wabił) szczura z parówek. Właściciel wyjaśnił, że nie mógł kupić ani złapać żadnej a boi się, że wąż jest zbyt głodny, dlatego chce go oszukać.

    OdpowiedzUsuń

  138. taak rodzinny wyjazd na mazury, moja mama chcac zaimponować ( chyba xd) zglosiła się na chętną, która zacumuje żaglówkę, a że nie było pomostu no to trzeba było skakać ... jakież było zdziwienie nasze i ludzi, z innych żaglówek, gdy mama zniknęła pod wodą ( szacowanie głebokości okazało się nie było zbyt dokładne ;) ) i po chwili wynurzyła się ( machając głową na prawo i lewo, dosłownie jak w tych reklamach szamponu xd ) mówiac - wszystko ok, ok, cumujemy ! ;)

    ahoj ! :D

    < Iza, amelia1106@wp.pl >

    Odpowiedz

    OdpowiedzUsuń
  139. Dominika
    muniaczek1@onet.pl
    Wiesz co się dzieje strasznego w te Wakacje !! ?? Musze się uczyć do kampani Wrześniowej i mnie to dobija :D chciałabym wygrać bransoletkę to by mi dawała moce na egzaminach ! :) Politechnika jest do Bani ;( Bu

    OdpowiedzUsuń
  140. Dominika
    muniaczek1@onet.pl


    moja straszna historia jest taka że uczę się w wakacje do kampanii wrześniowej ! :( Politechnika jest do bani ! :) fajnie by było mieć bransoletke mocy :))

    OdpowiedzUsuń
  141. Byłam z koleżanką w Bułgarii i poszłyśmy razem na zakupy. Była extra zabawa, słychać nas było z przymierzalni na cały sklep, aż nagle podszedł do nas ochroniarz i zaczął coś do nas mówić w obcym języku. Niestety nie potrafiłyśmy się z nim dogadać, a on... wyrzucił nas ze sklepu! Wszyscy sie na nas dziwnie patrzyli a my nie miałyśmy ochoty tam wracać. Nici z zakupów, bo był to jeden z najlepszych sklepów w tej miejscowości. Co prawda wtedy nie było nam do śmiechu, było nam wstyd, ale teraz sie z tego smiejemy :D karolinai8745@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  142. Izabela, domaszewicz.iza@poczta.onet.pl Moja historia zaczyna się zwyczajnie. Jednak zanim zacznę należy wspomnieć o kilku faktach. Jedną z moich licznych pasji jest fotografia. Od ponad roku urozmaicam swoje życie blogowaniem a od ponad 10 lat grą na fortepianie. W te wakacje wyjechałam do miejsca, które pozwoliło połączyć mi te trzy rzeczy. Malownicze miejsce nad Zatoką Pucką, niesamowity klimat i mnóstwo znajomych twarzy. Miesiąc tam to marzenie. Nie zabrakło też nowych znajomości. Zawarłam współpracę (na razie nie formalną) z innymi blogerami, których miałam już szansę podziwiać wcześniej. Miałam okazję wykonać 8 sesji początkującej blogerce oraz kilka zdjęć innym znanym młodym twórcom znanym z internetu. Mój blog dzięki nim zaczął się rozwijać. Współpraca zaowocowała świetnymi stylizacjami i wspólnymi wypadami np. Na otwarcie znanyego sklepu (mr. Gugu & Miss Go). Najbardziej jednak cieszyłam sią na zapoznanie sią z tajnikami „postprodukcji” i obróbki zdjęć ponieważ jako początkujący grafik to jedna z bardziej porządanych umiejętności. Te wakacje minęły mi pracowicie. Miałam możliwość doskonalenia swoich umiejętnołsci i robienia tego co kocham. Zapamiętam je na długo :)

    OdpowiedzUsuń
  143. Julia
    julia.tarabula@gmail.com
    Jedną ze smiesznych wakacyjnych historii, ktore mi sie przydarzyly, bylo spotkanie Ciebie! Kilka tygodni temu na warszawskim przejsciu dla pieszych. Patrzyłam na Ciebie przez chwile i ze zdumienia nie wiedzialam co powiedziec bo bylam tam przejazdem i akurat mialam takie szczescie! Niestety po chwili patrzenia sie na mnie, przeszedles przez ulice, ja nie zdazylam juz pochwalic sie, ze odwiedzam twojego bloga, i tak sie rozstalismy! :D

    OdpowiedzUsuń
  144. Tomasz, tomek537@gmail.com
    Wracałem w nocy pod Warszawą do znajomych. Ciemno, żadnego oświetlenia, dookoła nikogo, dojmująca cisza... Obok chodnika rów melioracyjny. Idę powoli, nagle w rowie jakiś błysk. Podchodzę, a w błocie leży pognieciona plastikowa maska z wizerunkiem jednego z tele-tubbies. Tak szybkiego chodu to dawno nie miałem. (P.S. Mam nawet zdjęcie tej maski.)

    OdpowiedzUsuń
  145. Ewa evvvvi@op.pl
    Moja historia wakacyjna z jednej strony jest trochę straszna i owiana grozą ,ale tylko na początku bo kto jak kto,ale ja i moja koleżanka jesteśmy zbyt pozytywnie nastawione do świata i życia ,więc jest i zarazem śmieszna. No więc do rzeczy myślałam,że już wiele rzeczy widziałam,myślałam,że mogę spotkać nudystę tylko na plaży a jednak miałyśmy okazje przekonać się,że można ich spotkać nawet w lesie:)Rozumiem,że każdy lubi inaczej spędzać ten wakacyjny czas,jestembardzo wyrozumiała:)Na początku byłyśmy trochę przestaszone i zdziwione tym incydentem,ale potem było to dla nas tylko zabawne.Nigdzie nie byłam w tym roku na wakacjach i myślałam,że będę się nudzić a jednak się pomyliłam.Na pewno to będą jedne z niezapomnianych wakacji w moim życiu no i oczywiście na koniec tej opowieści dodam,że jak wracałyśmy do domu rowerami to złapała nas jeszcze na dodatek burza i całe zmokłyśmy i nadomiar tego mój rower póżniej skrzypiał:)Nie ma to jak mieć pamiątki z wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  146. Rafał
    rpjj@o2.pl
    Krótko, wracając z Warszawy o 3 w nocy po 5 nie przespanych nocach i zarobionych dniach jechałem na czołówkę z tirem, bo tak jakoś szybko w nocy im się jeździ ;)
    ps. w takiej sytuacji idzie otrzeźwieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  147. Miałam na wakacjach (nad morzem) wychowawczynię która była straszną zołzą.. Jednak postanowiłyśmy że zrobimy wszystko zeby pozwoliła nam wyjść na koncert który odbywał się za dwa dni a bardzo chciałyśmy na niego pójść co było niemożliwe bez jej zgody. Naszym planem było pomaganie jej, bycie miłym itd wszystko zeby się jej przypodobać i żeby nas tam puściła. Któregoś dnia gdy siedziałyśmy z nią na korytarzu, trzymając laptopa na kolanach rzuciła: "wiecie jak sie zmienia zdjecie zeby bylo czarno biale?" odpowiedzialam:"musi pani sciagnac specjalny program" po sciagnieciu go rzucila zabawnie:" moze da sie w nim jeszcze zmniejszyc moj nos"-na zarty. Chcialam odpowiedziec:"Takie (w sensie rzeczy) to sie nie da".. W efekcie przejezyczylam sie i powiedzialam: "taki.. to sie juz nie da".. JA zrobiłam się czerwona ona w sumie też wziela laptopa i poszla obrazona do pokoju a my o koncercie moglysmy juz tylko pomarzyc. Do konca obozu glupio mi bylo popatrzyc jej w oczy..

    Stanisława - asia5791@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  148. Miałam wtedy 6 lat.. Nudziło mi się, nie miałam co robić. Mama zaproponowała mi żebym wyszła na podwórko pobawić się z Dawidem-moim 5 letnim sąsiadem ale prosiła żebyśmy zachowywali się cicho ponieważ tata śpi bo był bardzo zmęczony po pracy i będzie zły jak go obudzimy. Poszłam więc na pole, zaprosiłam Dawida na swoje podwórko i zaczęliśmy wymyślać w co będziemy się bawić. W końcu zdecydowaliśmy się i przynieśliśmy z domu parasole myśląc że skoczymy z czegoś po czym nas uniesie i będziemy lecieć jak w tych bajkach. Podekscytowana wyspinałam się jakoś na trzepak rozłożyłam parasol i skoczyłam, nie uniosło mnie-skoczyłam na nogi. Za drugim razem postanowiłam zrobić większy "zamach" z całej siły wypchnęłam się nogami z trzepaka i spadłam na stopę która przekręciła się na podbicie. Mój wrzask słyszało chyba całe osiedle-nie tylko tata. Który niewyspany i niemiłosiernie zły musiał ze mną wrzeszczącą z bólu jechać do szpitala oddalonego o jakieś 30 min. Złamałam 4 z 5 kości w śródstopiu. A moja historia do dzisiaj bawi gości na przyjęciach rodzinnych.. :)

    Nicol-nicolcichon@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  149. Ania, cymeerman@gmail.com

    Moja historia na dzień dzisiejszy jest zabawna, ale kiedy byłam mała wydawała się straszna ! Podczas wakacji na wsi wraz z mamą i tatą, mój wspaniały tata wymyślił zakład, powiedział " Ania jeśli przebiegniesz ten cmentarz w tam i z powrotem dam Ci 500 zł " ja oczywiście się nie zgodziłam, miałam przecież 10 lat ! Teraz jak o tym pomyślę to przebiegłabym ten cmentarz nawet 10 razy byle by wygrać i dostać te 500 zł :D

    OdpowiedzUsuń
  150. Kiedy beda wyniki ? :)

    OdpowiedzUsuń